"Kiedys norma byl ogol a nie margines...."
Ufff...w koncu...minelo....
Puscilo...
I co tu nazwac norma...stan ktory jest teraz...czy ktory powinien byc wedlug wiekszosci ludzi...wiekszosc z nich nigdy nie zrozumie tego co sie ze mna dzieje...i maja duzo szczescia jesli o to chodzi...z tego samego tez wzgledu nie moga odemnie wymagac bycia szczesliwa...bo to nie jest cos co sie potrafi...to stan umyslu...
Mnie cieszy kazda chwila...tzw constant w mojej glowie...i to jest juz duze osiagniecie...wiec dziekuje za dobre rady pt usmiechnij sie...bo moja twarz to nie maska...i robi tylko to co ja czuje gdzies gleboko w srodku...a nikt mi nie placi za odgrywanie roli....roli zwanej zyciem!
Ale przeciez to nie oto chodzi...mimo wszystko mam jeszcze jakas mala nadzieje ze sie to kiedys zmieni...tak jak stalo sie to dzis...poprostu obudze sie tym razem z usmiechem ...
Milo pomarzyc....
Jak na razie moja glowa to wiczny kalejdoskop..ciagle sie cos zmienia..wiec nie jestem jej w stanie za zadne skarby uporzadkowac...nawet troszke a przydaloby sie to ....
No coz jutro praca...przeziebienie prawie przeszlo....maly spacer nad Tamiza...pomogl dotlenic szare komorki...a meksykanskie jedzonko napelnilo brzuszek do niesamowitych rozmiarow...a wydawaloby sie ze wcale tak duzo tego nie bylo....szczeze szkoda ze sie juz dzien skonczyl...i ze tak pozno tam dotarlismy...ech dobrze ze wogole dotarlismy!
Teraz zapowiada sie na nastepna bezsenna noc...wczoraj do 8 rano oby dzis senek przyszedl wczesniej...mmm przydaloby sie jeszcze winko....
Monday, March 31, 2008
Friday, March 28, 2008
:(
Nic juz nie rozumiem...wczoraj super wieczor...wybralismy sie z Brum Brumem na soho...potem dolaczyl Irek...wszystko bylo ok...nasmialismy sie wybawilismy...a dzis obudzilam sie ztym okropnym uczuciem gdzies gleboko ze cos sie wali...i znow atak paniki i ta wszechoogarniajaca niemoc...do tego sms z pracy ze dzis mnie nie potrzebuja...tak to z luzka przynajmniej trzebabyloby wstac zadbac o siebie...itp..
A tu nic...do 18...koszmary senne przerywane przebudzeniem...i coraz gorsze mysli nie wiadomo skad...balam sie przez chwile...czulam sie jakbym zwariowala....okropnie to brzmi..ale odczucie bylo jeszcze gorsze...
Nie jestem w stanie nic zjesc..po nocnym kebabie zoladek wywrocony na druga strone...i ta bezsilnosc...i taka straszna samotnosc...co to nie daje spokoju..i zadaje pytania...a ja sie poprostu boje...a nie chce juz...lek jest gorszy od smutku...i nie wiem co na to poradzic...moge miec tylko nadzieje ze jutro obudze sie i wszystko zniknie...jak nie...wole nie myslec o tym!
A tu nic...do 18...koszmary senne przerywane przebudzeniem...i coraz gorsze mysli nie wiadomo skad...balam sie przez chwile...czulam sie jakbym zwariowala....okropnie to brzmi..ale odczucie bylo jeszcze gorsze...
Nie jestem w stanie nic zjesc..po nocnym kebabie zoladek wywrocony na druga strone...i ta bezsilnosc...i taka straszna samotnosc...co to nie daje spokoju..i zadaje pytania...a ja sie poprostu boje...a nie chce juz...lek jest gorszy od smutku...i nie wiem co na to poradzic...moge miec tylko nadzieje ze jutro obudze sie i wszystko zniknie...jak nie...wole nie myslec o tym!
Tuesday, March 25, 2008
Mental health...
State of mind...
is it just pessimistic way of how i see life...or just depression...
none of this is nice...
none of this is right...
You can't be optimistic if you don't feel like this...
You can try to push yourself...but its never enough....not hard enough...
Every time....every minute....step by step...one forward...two....three...then after while..5 back...and you again in this fucking state of mind...
ups...
It just conclusion...not mine today state of mind :)
is it just pessimistic way of how i see life...or just depression...
none of this is nice...
none of this is right...
You can't be optimistic if you don't feel like this...
You can try to push yourself...but its never enough....not hard enough...
Every time....every minute....step by step...one forward...two....three...then after while..5 back...and you again in this fucking state of mind...
ups...
It just conclusion...not mine today state of mind :)
Thursday, March 20, 2008
Powinnam...
...nie dac sie
...walczyc
...byc
...trwac
......................
a tu ciagle rozterki dopadaja i podgryzaja...dosc bolesnie musze przyznac...
...walczyc
...byc
...trwac
......................
a tu ciagle rozterki dopadaja i podgryzaja...dosc bolesnie musze przyznac...
Sunday, March 16, 2008
Krzycze...
Wszystkie znaki na niebie wskazuje ze pelnia sie zbliza...
Piatek...99% klientow upierdliwo...nieprzystosowano...wkurwiajacych....wszystkich za barem..plus tzw.....3 kwaiatki....czyli pani wygladajaca jak Pipi Langsztrung...jakkolwiek sie to pisze...jestem przy sztni..ona tam jest i draznie sie ze z apolowe ceny kurtka moze lezec na podlodze...pt...o ja biedna nie mam pieniedzy...jestem za barem znow ona...skoczylo sie na tym...prosze sie nie drzec przy barze...siedze na drzwiach...security wzial ja na rozmowe..i znow zaczela drzec pape...a na koniec nie chciala wyjsc...tylko zatluc...wieczor skonczyl sie zucaniem kurwami na prawo i lewo w roznych jezykach...
SObota...niezbyt mile przebudzenie z wkurwem..tak na dzien dobry...
W pracy jeszcze gorzej...wlasciwie to nawet szkoda pisac....nie liczac faktu ze znow siedzialam na drzwiach wiec sie wydarlam..na Dannego...ze do tej roboty to jest troche wiecej ludzi a nie trzy na krzyz...mysli ze to koniec tematu..oj nie....w odpowiedzi uslyszalam doslownie bla bla bla...to ma byc menager..niech sie cmoknie....
Po drodze do domu kebab..yhm...poprosze swierzo ciety...nie ma sprawy..w koncu kto inny to dostal a ja z tego gara umoczony w oleju...no thanks....wyszlam zanim bym tam komus krzywde zrobila...nerwy od dwoch dni w strzepkach...nie jestem znow w stanie panowac nad soba...naprawde jest cos "in the air"...i wcale ale to wcale mi sie to nie podoba...
Piatek...99% klientow upierdliwo...nieprzystosowano...wkurwiajacych....wszystkich za barem..plus tzw.....3 kwaiatki....czyli pani wygladajaca jak Pipi Langsztrung...jakkolwiek sie to pisze...jestem przy sztni..ona tam jest i draznie sie ze z apolowe ceny kurtka moze lezec na podlodze...pt...o ja biedna nie mam pieniedzy...jestem za barem znow ona...skoczylo sie na tym...prosze sie nie drzec przy barze...siedze na drzwiach...security wzial ja na rozmowe..i znow zaczela drzec pape...a na koniec nie chciala wyjsc...tylko zatluc...wieczor skonczyl sie zucaniem kurwami na prawo i lewo w roznych jezykach...
SObota...niezbyt mile przebudzenie z wkurwem..tak na dzien dobry...
W pracy jeszcze gorzej...wlasciwie to nawet szkoda pisac....nie liczac faktu ze znow siedzialam na drzwiach wiec sie wydarlam..na Dannego...ze do tej roboty to jest troche wiecej ludzi a nie trzy na krzyz...mysli ze to koniec tematu..oj nie....w odpowiedzi uslyszalam doslownie bla bla bla...to ma byc menager..niech sie cmoknie....
Po drodze do domu kebab..yhm...poprosze swierzo ciety...nie ma sprawy..w koncu kto inny to dostal a ja z tego gara umoczony w oleju...no thanks....wyszlam zanim bym tam komus krzywde zrobila...nerwy od dwoch dni w strzepkach...nie jestem znow w stanie panowac nad soba...naprawde jest cos "in the air"...i wcale ale to wcale mi sie to nie podoba...
Wednesday, March 12, 2008
Nowe...
Duzo pracy...nie to zebym narzekala...choc nie powiem ze perspektywa pracowania nastepnych co najmniej dwoch tyg bez dnia wolnego mnie troszke nie przerazala...ale najwazniejsze ze cos sie dziej...Praca jest...college...i generalnie...wszystko jakos na dobrej drodze wyglada na to ze sie prostuje..i jakies swiatelko w tunelu nawet zablyslo...a jak do niego nie dojde no coz...nowe doswiadczenie a z tego ciesze sie baaardzo...
Szkoda tylko ze jakies chorobsko sie przyplatalo i jak na razie basen i silownia ida w odstawke na kilka dni...choc w sumie i tak troszke brak czasu...ale Pecik zorganizuje...niech sie tylko z lekka ogarne..i zobacze co to z tego NOWEGO wyjdzie...nie zapeszajac jak na razie powoli do przodu...i tego sie bede trzymac...Zadowolona?
Szkoda tylko ze jakies chorobsko sie przyplatalo i jak na razie basen i silownia ida w odstawke na kilka dni...choc w sumie i tak troszke brak czasu...ale Pecik zorganizuje...niech sie tylko z lekka ogarne..i zobacze co to z tego NOWEGO wyjdzie...nie zapeszajac jak na razie powoli do przodu...i tego sie bede trzymac...Zadowolona?
Friday, March 7, 2008
Proba...
Zacznijmy od tego ze...przed wczoraj...pracowalam do 2.30...a tu rano o 9 dzwoni budzik... rzeczy na basen spakowane..ale dzien zaczety od nowej pracy....szczeze jakos siebie na tym dniu probnym nie widzialam i myslalam ze szybko sie skonczy i wroce do utyskiwania nad zyciem codziennym...a tu jaka niespodzianka....praca nie byla porywajaca...ale i jak na razie bezproblemowa...i wykonalam ja bardzo dobze bo panowie byli pod wrazeniem...a wiec...drodzy nieczytelnicy...bo tych jest wiecej...dostalam ta prace....i od poniedzialku zaczynam 3 tyg okres probny....
Oby dalej tak mi szlo...no moze troche wiecej wyzwan w nowej pracy..zeby mozg troszke obrotow dostal...bo zwoje mi sie rozprostowuja...
No wiec jak na skrzydlach pognalam do domu...czasu na basen oczywiscie nie starczylo....i po niecalej godzinie fru do callegu....i tu czekala niespodzianka ktora objawila sie w postaci testu...wszystko na poziomie podstawowki...a jednak glowa odzwyczaila sie od myslenia..i szkoda ze takich czerwonych lampek nie mielismy...bo napewno by pokazalo sie ze przegrazaly sie troszku...
Po matmie maly dylemat w postaci telefonu od Ireneusza...no i co...poszloby sie gdzies...padlo na Clapham i moja ulubiona jak na razie knajpke....z pyyyysznymi koktajlami i super chilloutowym dj....az szkoda mi bylo wychodzic...
I tak oto dzieki Mariuszkowi poczlapalismy do mnie do pracy...wrr...ale bylo milo....i wysmialam sie ponoc to odmladza...nie dobrze nie dlugo na basen bez opieki doroslego mnie nie wpuszcza hehhe
W tym knajpowym miedzyczasie telefon...D...ja to tylko dzwonie powiedziec....czesc...hmmm...milusio...
a teraz nagle przebudzenie....i znow smsowe rozmowy nocne...
Dobranoc...
Mwah...
dluuuuuuuuuuuuuuuuugi....dziwnie...szczesliwy dzien mozna by zec....
tak....wlasnie...
Oby dalej tak mi szlo...no moze troche wiecej wyzwan w nowej pracy..zeby mozg troszke obrotow dostal...bo zwoje mi sie rozprostowuja...
No wiec jak na skrzydlach pognalam do domu...czasu na basen oczywiscie nie starczylo....i po niecalej godzinie fru do callegu....i tu czekala niespodzianka ktora objawila sie w postaci testu...wszystko na poziomie podstawowki...a jednak glowa odzwyczaila sie od myslenia..i szkoda ze takich czerwonych lampek nie mielismy...bo napewno by pokazalo sie ze przegrazaly sie troszku...
Po matmie maly dylemat w postaci telefonu od Ireneusza...no i co...poszloby sie gdzies...padlo na Clapham i moja ulubiona jak na razie knajpke....z pyyyysznymi koktajlami i super chilloutowym dj....az szkoda mi bylo wychodzic...
I tak oto dzieki Mariuszkowi poczlapalismy do mnie do pracy...wrr...ale bylo milo....i wysmialam sie ponoc to odmladza...nie dobrze nie dlugo na basen bez opieki doroslego mnie nie wpuszcza hehhe
W tym knajpowym miedzyczasie telefon...D...ja to tylko dzwonie powiedziec....czesc...hmmm...milusio...
a teraz nagle przebudzenie....i znow smsowe rozmowy nocne...
Dobranoc...
Mwah...
dluuuuuuuuuuuuuuuuugi....dziwnie...szczesliwy dzien mozna by zec....
tak....wlasnie...
Wednesday, March 5, 2008
Dzień...
Zaczal sie od tego ze dobudzic sie nie moglam...po zmianie lozka zapdlam w gleboki senek...i znow sie nie chcialo wstawc...tak blogo...na szczescie jedyne co mi chodzilo po glowie to Pecia rusz dupe!
Udalo sie...silownia czy basen...i znow opadly rece bo zapalu zabraklo w dniu dziesiejszym....to co chwilka przed kompem...a jakze to zawsze swietnie mi wychodzi....i tu niepokojacy post na blogu Czarownicy postawil mnie na bacznosc....po romowie okazalo sie ze jest cala i zdrowa...i jak powiedziala sama moc ma ogromna...wiec wierze ze wszystko jej sie ulozy...bo tak ma byc i juz....z tego tez miejsca przesylam jeszcze raz tuli tuli...Pecio pamieta...i mysli...z reszta o tym pewnie nawet pisac nie musze "bo wiesz"!
Dalszy ciag dnia....basen...szybki raczej...banda maluchow nie dawala poplywac....szybko do domu i do callegu..ojjojo jak by to Czesio powiedzial...test na level 1 ok nawet luzik...ale artykul z guardiana...ol maj gosz....Glowa nie chciala pracowac...tekst trudny...i wspaniale mysli w glowie...nie dam rady...tym razem poprostu nie dalam...moze nie tak na 100 %...ale nie byla to bulka z maslem...a ja mam slaba odpornosc w szczegolnosci jak ja sama siebie krytykuje...bo nie wiedziec czemu mam wysokie wymagania co do siebie...ech..
Na szczescie w pracy odstresowalam sie przy lektorze Sharon Ozzborn...a teraz..no coz niec nowego...sppac nie moge...ot moj szary dzien...jutro rownie szarawy....oby tylko cieplejszy!
Udalo sie...silownia czy basen...i znow opadly rece bo zapalu zabraklo w dniu dziesiejszym....to co chwilka przed kompem...a jakze to zawsze swietnie mi wychodzi....i tu niepokojacy post na blogu Czarownicy postawil mnie na bacznosc....po romowie okazalo sie ze jest cala i zdrowa...i jak powiedziala sama moc ma ogromna...wiec wierze ze wszystko jej sie ulozy...bo tak ma byc i juz....z tego tez miejsca przesylam jeszcze raz tuli tuli...Pecio pamieta...i mysli...z reszta o tym pewnie nawet pisac nie musze "bo wiesz"!
Dalszy ciag dnia....basen...szybki raczej...banda maluchow nie dawala poplywac....szybko do domu i do callegu..ojjojo jak by to Czesio powiedzial...test na level 1 ok nawet luzik...ale artykul z guardiana...ol maj gosz....Glowa nie chciala pracowac...tekst trudny...i wspaniale mysli w glowie...nie dam rady...tym razem poprostu nie dalam...moze nie tak na 100 %...ale nie byla to bulka z maslem...a ja mam slaba odpornosc w szczegolnosci jak ja sama siebie krytykuje...bo nie wiedziec czemu mam wysokie wymagania co do siebie...ech..
Na szczescie w pracy odstresowalam sie przy lektorze Sharon Ozzborn...a teraz..no coz niec nowego...sppac nie moge...ot moj szary dzien...jutro rownie szarawy....oby tylko cieplejszy!
Monday, March 3, 2008
Zaniedbanie..
W sumie nie wiem czy znaiedbalam bloga czy siebie....a moze to i to?
Jakies takie dziwne wyrzuty sumienia...wow.....
wszystko toczy sie jakims dziwnym torem od mojego przyjazdu z polski...Dee pisala i pisala jak bylam jeszcze w polsce...potem wpadla kiedys nad ranem...z psem...rozmawialysmy do switu...potem wschod slonca gdzies w parku....dziwnie....potem nastepne dwa spotkania...i niestety za duzo alkocholu przynajmniej dla niej...nie bardzo podobalo mi sie to co zobaczylam...wlasciwie to wogole...i zaczelam sie zastanawiac...i co ??
Nie ta sama osoba...mecze sie w jej towarzystwie...czy mi jest to potrzebne...nie!
Przestawalm pisac..na kilka dni...ona dzwonila...
Nagle cisza..zero odpowiedzi namoje smsy...hmm...w koncu...byla w szpitalu....prawdopodobnie dzieki mnie zalapala jakies chorubsko jak spala u mnie a ja wtedy jakies grypsko chodowalam...ups..
No i pojawila....sie trzezwa...i znow bylo milo...a juz sie balam...i co teraz mam zrobic...take it easy...podpowiadala mi swiadomosc...i od smsa do smsa.....coz podsumowanie "Let's just see what happens"...nie powiem milo jest cos takiego przeczytac...po 3 latach...ech...ale coz co ma byc to bedzie ja juz w nieskonczonosc czekac nie bede i za matke tere robic tez nie bede..jak chce...niech sie postara...nie...no coz...moze byc fajna znajomosc i tyle....Im over it this time...!
A tak na marginesie....
w zwiazku z malym chachmetem...znalazlam sie na kursie policyjnym...ale jakos nie wiem czy chce tam zdawac....z reszta...15 tyg przedemna...najwazniejsze ze bede sie dalej uczyc a to mi jest potrzebne...zeby mi reszta szarych komorek nie obumarla przypadkiem...
poza tym moje posatnowienie z przed polski tez w koncu doszlo do skutku...czyli zapisalam sie na silownie...wiec na przemian...basen i silownia poszla w ruch...i jestem z siebi dumna nawet troszke...bo przez tydzien bylam 5 razy...niezle co?Bo ja mysle ze calkiem calkiem...nawet nie jestem pewna czy nie przegielam...wiec juz za chwileczke juz za momecik...bede poprostu :gorgeous... :)
Ps.KOCHANIE....dziekuje ze jestes....!
Jakies takie dziwne wyrzuty sumienia...wow.....
wszystko toczy sie jakims dziwnym torem od mojego przyjazdu z polski...Dee pisala i pisala jak bylam jeszcze w polsce...potem wpadla kiedys nad ranem...z psem...rozmawialysmy do switu...potem wschod slonca gdzies w parku....dziwnie....potem nastepne dwa spotkania...i niestety za duzo alkocholu przynajmniej dla niej...nie bardzo podobalo mi sie to co zobaczylam...wlasciwie to wogole...i zaczelam sie zastanawiac...i co ??
Nie ta sama osoba...mecze sie w jej towarzystwie...czy mi jest to potrzebne...nie!
Przestawalm pisac..na kilka dni...ona dzwonila...
Nagle cisza..zero odpowiedzi namoje smsy...hmm...w koncu...byla w szpitalu....prawdopodobnie dzieki mnie zalapala jakies chorubsko jak spala u mnie a ja wtedy jakies grypsko chodowalam...ups..
No i pojawila....sie trzezwa...i znow bylo milo...a juz sie balam...i co teraz mam zrobic...take it easy...podpowiadala mi swiadomosc...i od smsa do smsa.....coz podsumowanie "Let's just see what happens"...nie powiem milo jest cos takiego przeczytac...po 3 latach...ech...ale coz co ma byc to bedzie ja juz w nieskonczonosc czekac nie bede i za matke tere robic tez nie bede..jak chce...niech sie postara...nie...no coz...moze byc fajna znajomosc i tyle....Im over it this time...!
A tak na marginesie....
w zwiazku z malym chachmetem...znalazlam sie na kursie policyjnym...ale jakos nie wiem czy chce tam zdawac....z reszta...15 tyg przedemna...najwazniejsze ze bede sie dalej uczyc a to mi jest potrzebne...zeby mi reszta szarych komorek nie obumarla przypadkiem...
poza tym moje posatnowienie z przed polski tez w koncu doszlo do skutku...czyli zapisalam sie na silownie...wiec na przemian...basen i silownia poszla w ruch...i jestem z siebi dumna nawet troszke...bo przez tydzien bylam 5 razy...niezle co?Bo ja mysle ze calkiem calkiem...nawet nie jestem pewna czy nie przegielam...wiec juz za chwileczke juz za momecik...bede poprostu :gorgeous... :)
Ps.KOCHANIE....dziekuje ze jestes....!
Polska cz.2
Tak wypadalloby by napisac czesc druga jak byla pierwsza...tylko maly problem...mam wrazenie jak by to bylo lata swietlne temu i maly klopot z przypomnieniem sobie szczegolow mam...a wlasciwie..to juz nic nie moge sobie poukladac...ups...altzhimer?
I sai no no no...
W sumie to najbardziej chodzilo mi po glowie zeby w koncu powiedziec rodzicom...o mej seksualnosci...ale zebrac sie nie moglam...wszyscy naokolo twierdzili ze wiedza...no ok...ale nie ode mnie i wcale mi ta swiadomosc zycia nie ulatwie nie wiedzac jak na to zareaguja..i wogole jakie maja podejscie...i wtedy przyszedl sms od Dee "braveheart"...wiec co teraz albo nigdy...treba przyznac ze wstrzelila sie w moment idealnie..
Wiec z ciezkim sercem na ramieniu...wzdychajac i wykorzystujac sytuacje...wyrzucilam to z siebie...glebokie westchniecia "A tobie co?...ciezko mi....no bo chcialabym wam cos powiedziec....CO...WYCHODZISZ ZA MAZ?...no wlasnie....to chyba sie nigdy nie przydazy...TO CO...O CO CHODZI?...i tu widze znaki zapytania w oczach mamy...bo ja...ja...NO CO?....bo ja wole kobiety...Tata:NO TO TAK JAK SOBIE KOMBINOWALISMY.....??????...co???????to ja sie tu czaje a tu jak maz mowil...wow...tat pocalowal mnie w policzek i powiedzial ze kocha....nie sadzilam ze beda jakies wieksze problemy...ale takiej reakcji to napewno sie nie spodziewal...i wsumie pytan nie buylo...nie liczac tego ze zapytali sie o dwie osoby czy one TEZ...heheh
Dziwnie...w sumie ze tak o nic nie pytali....
I wszystko stalo sie takie...proste...tak dziwnie jak nagle problem zniknal...bez zadnych "konsekwencji" ot tak...
I sai no no no...
W sumie to najbardziej chodzilo mi po glowie zeby w koncu powiedziec rodzicom...o mej seksualnosci...ale zebrac sie nie moglam...wszyscy naokolo twierdzili ze wiedza...no ok...ale nie ode mnie i wcale mi ta swiadomosc zycia nie ulatwie nie wiedzac jak na to zareaguja..i wogole jakie maja podejscie...i wtedy przyszedl sms od Dee "braveheart"...wiec co teraz albo nigdy...treba przyznac ze wstrzelila sie w moment idealnie..
Wiec z ciezkim sercem na ramieniu...wzdychajac i wykorzystujac sytuacje...wyrzucilam to z siebie...glebokie westchniecia "A tobie co?...ciezko mi....no bo chcialabym wam cos powiedziec....CO...WYCHODZISZ ZA MAZ?...no wlasnie....to chyba sie nigdy nie przydazy...TO CO...O CO CHODZI?...i tu widze znaki zapytania w oczach mamy...bo ja...ja...NO CO?....bo ja wole kobiety...Tata:NO TO TAK JAK SOBIE KOMBINOWALISMY.....??????...co???????to ja sie tu czaje a tu jak maz mowil...wow...tat pocalowal mnie w policzek i powiedzial ze kocha....nie sadzilam ze beda jakies wieksze problemy...ale takiej reakcji to napewno sie nie spodziewal...i wsumie pytan nie buylo...nie liczac tego ze zapytali sie o dwie osoby czy one TEZ...heheh
Dziwnie...w sumie ze tak o nic nie pytali....
I wszystko stalo sie takie...proste...tak dziwnie jak nagle problem zniknal...bez zadnych "konsekwencji" ot tak...
Subscribe to:
Posts (Atom)