Po pierwsze bole to nasilaja sie to lagodnieja...doszlo do tego...ze jak mniej boli to ciesze sie jak dziecko ze moge chodzic...i zupelnie inaczej patrze na swiat...niz 2 tyg temu...niesamowite jak cialo moze dac w kosc i to doslownie...i jak fizyczna niemoc...moze zdolowac psychike...sprowadzajac na dno...ale raz raz odbilam sie...no nie powiem ze zanikanie bolu nie pomoglo...ale teraz wiecej zeczy cieszy..moze tak mialo byc...niezbyt mile doswiadczenie..ale czasem trzeba doslownego kopa w dupsko zeby sie ocucic z letargu.
Ale dos o tym...wynikow brak.. nie chce zeby moj umysl popadl w jakas nastepna zupelnie nie potrzebna paranoje...
zapachnialao wiosna..tak bardzo mocno i intysewnie...az sie nabralam ze to juz...potem na domiar "zlego" przyszla pelnia...ktora juz wogole zwiodla na manowce...zupelnie nie rozumiem czemu przyciagam tak niezdecydowane jednostki...a kysz..wole byc sama....niz znow up and down ktore mi ktos z lekka sprezentowal...tak niby przez przypadek...a ja zlapalam sie na haczyk...pieknych oczu i wszem ogarniajacej radosci...z powodu bliskosci..nie zle powiedziane...poprostu radosci przebywania z kims takim...slowa same plyna ...brak tego okropnego skrepowani...tak wiem poplynelam...a ona sie wycofala...ja dryfuje...juz nie wiem czy ja wyczekuje czy ona i na co...pojawia sie calkiem nieoczekiwanie...well we will see.
Taka ta wiosna psotliwa...
Za to wypad weekendowy do Polski absolutnie maga udany...czwartkowy wieczor w pracy zamienil sie wpiekny poranek w polsce.. zpowitaniem meza z rozwianym wlosem...ktory doslownie wywiozl mnie na manowce...Kochanie jak tak mozna.sniadanie rodzinne na zapleczu...a wieczorkiem...mily akcent mamusinowych imieninek...ktory przerodzil sie w pozna noc...na niezobowiazujacym drinku u £atek...no ladnie to sie skonczylo nie powiem...palenie zieleniny..jak serum prawdy...w polaczeniu z rozmowami...gdzie nikt oprocz nas nie wiedzial o co chodzi...aczkolwiek nie jestem pewna czy jakbym to ogladala..na "trzezwo" z boku bylabym w stanie zalapac sens istoty sprawy...ale taki to urok...piekny wieczor...dlugo go bede wspominac...grono wyborowe...smiechowe...odjazd na maksa...
Otwarcie EEEE...coz jak dla mnie to chyba wieczne szukanie kogos...sama nie wiem kogo ale glownie zaplecze...tak duzo to mnie na tej imprezie nie bylo jakos odnalezc sie nie moglam do tej pory nie wiem czemu...nastepne 2 dni spokojne pstryk i znow londyn...potem rozczarowanie..a teraz powrot do normy..z lekka szarej...ale nie daje sie juz tej szarosci ogarniac...
Wszystko dzieki "Coachingowi"...skonczylam czytac...i chyba zaczne od nowa..tym razem...uwazniej...z cwiczeniami wlacznie...w koncu oprocz powtarzania..tak tak rozumiem...jesli ja sobie nie pomoge nikt nie bedzie w stanie...pojelam po calosci o co w tym chodzi...uff...duzy krok...az sama jestem w szoku...i nastepny kamien z serca spadl...teraz juz chyba zostaly kamyczki...nastepny bedzie piasek..a potem...no coz...juz i tak sie usmiecham :)