Saturday, August 30, 2008

Smietnik...

Smietnik...to jest to co mam w glowie od dluzszego czasu ale tez czym stal sie dla mnie moj blog...juz nie jest do codziennych zwiezen..i zapamietania co sie dzialo...ale do oczyszczania sie z calego tego szlamu ktory we mnie siedzi...wiec mam nadzieje ze zadne przypadkowe osoby ktore mnie nie znaja nie beda go komentowac!

Praca...niby jest ok...wszystko wrocilo do normy...ale wiem ze juz nigdy nie bedzie tak jak bylo...meczy...nie daje przyjemnosci...a nowa...no coz strach przed nowym paralizuje...i koleczko sie zamyka..ale to nic nowego prawda....?

Jedyne co nowe to coraz wieksza frustracja...depresja ...niespelnienie...i zlosc....na caly swiat i sama siebie...tak znow czekam na cud...ciekawe czy bede go wogole w stanie zauwazyc....jak sie wydazy...pewnie nie...

Co to za zycie kiedy juz prawie nic cie nie cieszy...nie chce mi sie jesc ...bo mi nie smakuje...nie chce mi sie isc na silownie...nie mam juz nawet na nia sily....nie chce mi sie wychodzic z domu...bo ile mozna spacerowac samemu....i tesknie strasznie okrutnie i namacalnie...az mnie sciska w srodku a lzy naplywaja do oczu...bezsilnosc...przydalaby sie meska decyzja...tylko jaka?

Nawet na to nie ma  pomyslu do konca...

...powrot do polski

...a moze college

....zmiana pracy i mieszkania

...a moze zucic prace i zobaczyc co sie stanie

Musze sie pozbyc tego zbednego bagazu...moje zycie od kilku tygodni to koszmary senne...w nocy...i w dzien...glowa pelna mysli....i zadko ktora pozytywna...ta cala czarna smutna dziura pochlania resztki pozytywnych...strzepkow...

Zbilaja sie wakacje...chcialabym sie umiec z nich cieszyc!

ps.pojawiajaca sie i znikajaca Dee jak bumerang...nie pomaga...za nia tez tesknie..i martwie sie...

Tuesday, August 19, 2008

Pstryk...

Pstryk....chce zniknac....

Pstryk....chce cofnac czas....

Pstryk....chce zapomniec....

Pstryk....chce...

Pstryk....

Jaka wielka szkoda ze na pewne zeczy nie mamy zadnego wplywu....mozna tak pstrykac w pustke...

Pstryk...jutro bedzie nowy dzien...

Pstryk...

A mi dalej smutno...bo nie moge pomoc KOMUS tym pstrykaniem...a tak bardzo bym chciala...

Thursday, August 14, 2008

Powtorka z rozrywki...

Jedna pani to ma chyba radoche z pojawiania sie i znikania z mojego zycia...lub tez...jest tak rozwalona emocjonalnie...albo jedno z drugim...

Znow bylo milo...przytulnie....i troche flirciasto...potem coraz bardziej....az...poszlo...

Jeszcze na drugi dzien ok...a 2 dni pozniej juz zero odzewu...na jednego...drugiego ...trzeciego smsa...

Na drugi dzien dalej cisza...

Na dzien 3 wystosunkowalam smsa tresci...znajdz sobie nowa ofiare do swoich gierek....oczywiscie cisza...oczywiscie plulam sobie w brode ze moze a jednak nie powinnam...

Boje sie tylko ze jak znow sie pojawi...znow ulegne...ma to cos...co mnie przyciaga i hipnotyzuje...nie jak kiedys ale mimo wszystko...plus absolutne mrrrrrr...tak to chyba to...

Friday, August 8, 2008

]:->

Zobaczymy czy i tym razem uda mi sie puscic....poreczy...

Hmm...i am coming...

That was good day though...Work...Walk next to the Thames...boat to greenwich...ech nice...wet pants as well after fountain on trafalgar...and fucking runny nose...right now...:(...hope i woke up so fresh and ready....

Friday, August 1, 2008

Brighton...

Brighton
Wtorkowym poznym popoludniem w koncu udalo sie nam wyruszyc...
po dluzszym lazeniu udalo sie nam znalezc calkiem tani pokoik ..a pani tak nas polubila ze dala nam lozko z baldachimem...bosko..granatowe tapety...biala toaletka z lustrami...hehehe
Mialysmy ubaw po pachy...po rozgoszczeniu sie udalysmy sie z Jadzikiem na spacerek plaza do centrum....po woli zalapywalam glupawe...w koncu jakas knajpka...poznalysmy nowe kolezanki i znimi udalysmy sie na dalsze balety...koniec koncow po marnym wieczorze z karaoke...wyladowalysmy kazda w innym miejscu..
Rano biegiem do naszego lokum ..prysznic i na plaze...Mala tez przyszla...i byl to boski dzien laby i relaxu..taki jakiego mi tu strasznie brakuje...nawet gdy mam 2 dni wolnego...jakis stresol siedzi mi na karku...a tam sloneczko...i jakos tak wszystko odpuscilo...mmmm bosko...
Obiadek rybkowy...ktory notabene troszke mi zaszkodzil...ale luz dalam rade...spacer....zwiedzanie uliczek...i te male knajpki...mmm no i zakup pieknego nowego zegarka...milosci od pierwszego wrazenia...strasznie mi tam bylo dobze...teraz wiem jak bardzo potrzebuje wakacji z prawdziwego zdazenia....zeby glowa wrocila do stanu uzywalnosci i stresol se poszedl w sinadal...
Coz trzeba teraz na Sardynie uderzyc...jak sie tylko da?!