Tuesday, December 9, 2008

Cd.ZMIAN

No to mamy jakies up and down....jak by hormony szalaly...a to tylko nerwy!

Mimo wszystko powoli zaczyna sie wszystko ukladac...i coraz wiecej ludzi proponuje wsparcie i pomoc...w zyciu bym sie nie spodziewala...bo sa to chwilami krotkie znajomosci jak kilka dni...i juz mail...telefon i propozycja pomocy w przygotowaniu sie do egzaminu...no o czym wiecej mozna marzyc?

Do tego wszystkiego mala szalona impreza z niekonczaca sie rozmowa do bialego rana i podbudowana samoocena....

Teraz tylko pewne zeczy nalezy wprowadzic w zycie i wyglada na to ze poplyne gladko...najwazniejsze tylko zeby nie stchorzyc bo wiem ze bedzie to duza fala...a ja ostanio malo plywalam...

ALe jak nigdy nie moge sie doczekac...i tym razem moj scenariusz...bedzie z happy endem..a co?!

Nowa praca...jak najbardziej...choc proba do policji...moze studia...no i wlasny kat...z tym bedzie najtrudniej...

Tuesday, December 2, 2008

ZMIANY!

ZMIANY...na lepsze!

To na pewno...bo w koncu odetchnelam z ulga, a to na razie poczatek.

Droga zakupu nabylam bilet do polski zeby spedzic moje urodziny z moimi friendsami...i nie tylko... :)

zachaczam tez o nowy rok...fabulous...i spedze tam dobre 2 tyg, ktore tym razem poswiecam na mega review mojego zycia i planow z nim zwiazanych.

W zwiazku z powyzszym zucam prace...huuuuuuuraaaaaaaaaaaaaaa w koncu podjelam meska decyzje i strasznie sie z tego ciesze...

Nie powiem troszke sie obawiam atakow paniki zwiazanych z brakiem przyplywu gotowki oraz szukaniem nowej pracy...ale przynajmniej mam wyzwanie i mam sie nad czym skupic i wkoncu wiem ze wyjdzie mi to na lepsze...niz dalej gnic tam i umartwiac sie...chociazby tym jak mnie tam traktuja i nie doceniaja...wooo woo.

Teraz moja kolej na szczescie!

Jeszcze jedna zmiane wprowadzilam w zycie ale nie jestem pewna czy mam byc z niej dumna...ale lepszy rydz niz nic...to jest temat taboo....hmm pewnie nie dla wszystkich czytajacych...i prosze mi sie tu nie usmiechac...

Odnowa...albo jak kto woli OD NOWA...dwa znaczenia...ale jakze mi bliskie w tym momecie!

Plus usmiech na twarzy... :)

Saturday, September 27, 2008

Nie bo nie...

Nie bede na razie pisac...bo i to mi nie wychodzi...poczekam az dorosne....hahaha...nigdy!

Saturday, August 30, 2008

Smietnik...

Smietnik...to jest to co mam w glowie od dluzszego czasu ale tez czym stal sie dla mnie moj blog...juz nie jest do codziennych zwiezen..i zapamietania co sie dzialo...ale do oczyszczania sie z calego tego szlamu ktory we mnie siedzi...wiec mam nadzieje ze zadne przypadkowe osoby ktore mnie nie znaja nie beda go komentowac!

Praca...niby jest ok...wszystko wrocilo do normy...ale wiem ze juz nigdy nie bedzie tak jak bylo...meczy...nie daje przyjemnosci...a nowa...no coz strach przed nowym paralizuje...i koleczko sie zamyka..ale to nic nowego prawda....?

Jedyne co nowe to coraz wieksza frustracja...depresja ...niespelnienie...i zlosc....na caly swiat i sama siebie...tak znow czekam na cud...ciekawe czy bede go wogole w stanie zauwazyc....jak sie wydazy...pewnie nie...

Co to za zycie kiedy juz prawie nic cie nie cieszy...nie chce mi sie jesc ...bo mi nie smakuje...nie chce mi sie isc na silownie...nie mam juz nawet na nia sily....nie chce mi sie wychodzic z domu...bo ile mozna spacerowac samemu....i tesknie strasznie okrutnie i namacalnie...az mnie sciska w srodku a lzy naplywaja do oczu...bezsilnosc...przydalaby sie meska decyzja...tylko jaka?

Nawet na to nie ma  pomyslu do konca...

...powrot do polski

...a moze college

....zmiana pracy i mieszkania

...a moze zucic prace i zobaczyc co sie stanie

Musze sie pozbyc tego zbednego bagazu...moje zycie od kilku tygodni to koszmary senne...w nocy...i w dzien...glowa pelna mysli....i zadko ktora pozytywna...ta cala czarna smutna dziura pochlania resztki pozytywnych...strzepkow...

Zbilaja sie wakacje...chcialabym sie umiec z nich cieszyc!

ps.pojawiajaca sie i znikajaca Dee jak bumerang...nie pomaga...za nia tez tesknie..i martwie sie...

Tuesday, August 19, 2008

Pstryk...

Pstryk....chce zniknac....

Pstryk....chce cofnac czas....

Pstryk....chce zapomniec....

Pstryk....chce...

Pstryk....

Jaka wielka szkoda ze na pewne zeczy nie mamy zadnego wplywu....mozna tak pstrykac w pustke...

Pstryk...jutro bedzie nowy dzien...

Pstryk...

A mi dalej smutno...bo nie moge pomoc KOMUS tym pstrykaniem...a tak bardzo bym chciala...

Thursday, August 14, 2008

Powtorka z rozrywki...

Jedna pani to ma chyba radoche z pojawiania sie i znikania z mojego zycia...lub tez...jest tak rozwalona emocjonalnie...albo jedno z drugim...

Znow bylo milo...przytulnie....i troche flirciasto...potem coraz bardziej....az...poszlo...

Jeszcze na drugi dzien ok...a 2 dni pozniej juz zero odzewu...na jednego...drugiego ...trzeciego smsa...

Na drugi dzien dalej cisza...

Na dzien 3 wystosunkowalam smsa tresci...znajdz sobie nowa ofiare do swoich gierek....oczywiscie cisza...oczywiscie plulam sobie w brode ze moze a jednak nie powinnam...

Boje sie tylko ze jak znow sie pojawi...znow ulegne...ma to cos...co mnie przyciaga i hipnotyzuje...nie jak kiedys ale mimo wszystko...plus absolutne mrrrrrr...tak to chyba to...

Friday, August 8, 2008

]:->

Zobaczymy czy i tym razem uda mi sie puscic....poreczy...

Hmm...i am coming...

That was good day though...Work...Walk next to the Thames...boat to greenwich...ech nice...wet pants as well after fountain on trafalgar...and fucking runny nose...right now...:(...hope i woke up so fresh and ready....

Friday, August 1, 2008

Brighton...

Brighton
Wtorkowym poznym popoludniem w koncu udalo sie nam wyruszyc...
po dluzszym lazeniu udalo sie nam znalezc calkiem tani pokoik ..a pani tak nas polubila ze dala nam lozko z baldachimem...bosko..granatowe tapety...biala toaletka z lustrami...hehehe
Mialysmy ubaw po pachy...po rozgoszczeniu sie udalysmy sie z Jadzikiem na spacerek plaza do centrum....po woli zalapywalam glupawe...w koncu jakas knajpka...poznalysmy nowe kolezanki i znimi udalysmy sie na dalsze balety...koniec koncow po marnym wieczorze z karaoke...wyladowalysmy kazda w innym miejscu..
Rano biegiem do naszego lokum ..prysznic i na plaze...Mala tez przyszla...i byl to boski dzien laby i relaxu..taki jakiego mi tu strasznie brakuje...nawet gdy mam 2 dni wolnego...jakis stresol siedzi mi na karku...a tam sloneczko...i jakos tak wszystko odpuscilo...mmmm bosko...
Obiadek rybkowy...ktory notabene troszke mi zaszkodzil...ale luz dalam rade...spacer....zwiedzanie uliczek...i te male knajpki...mmm no i zakup pieknego nowego zegarka...milosci od pierwszego wrazenia...strasznie mi tam bylo dobze...teraz wiem jak bardzo potrzebuje wakacji z prawdziwego zdazenia....zeby glowa wrocila do stanu uzywalnosci i stresol se poszedl w sinadal...
Coz trzeba teraz na Sardynie uderzyc...jak sie tylko da?!

Thursday, July 24, 2008

Zakretas...

Zakretas pierwsza klasa...w glowie az szumi...wibracje czuje na calej skorze...cos wisi w powietrzu...a ja to jeszcze prowokuje...i jakas taka dzika satysfakcje mam z tego....i jest mi z tym bardzo dobrze...

Tak troszke mnie ponosi owymi czasy i nieogarniam...nie panuje nad tym...i wcale nie chce ..a niech sie dzieje co chce...ta fala ktora nadplywa juz lekko laskocze po plecach...to chyba jednak Czarownicy sprawka....bo jakos latwiej mi to idzie a opory znikaja...poplyne...po calosci....mmmm w koncu!

Saturday, July 19, 2008

Dni...

Nie moge nadazyc...nawet nie wiem czy za soba czy moze za zyciem....

Najpierw usmiech z twarzy nie schodzil przez dobrych kilka dni..tak o niz tad ni zowad...jakies takie szczescie tak w srodku sobie zagoscilo...no ale szarosc wrocila...niestety...

Byla takze wspaniala impreza....lesbian party....ale Pecik przecalowal sie z mezczyzna...dziki Mariuszku...super sie calujesz....slabo pamietamy powrot do domu tak bylo niezle..

No a jakis czas temu Dee znow pojawila sie na horyzoncie....telefony smsy...spedzilam z nia calkiem mily dzin...relax...zielen...mmm

Smsy nabraly podtekstow...nastepna wizyta i "I kissed a girl..." chemia...ojjojo...

i nastepny weekend....oby lzejszy niz ostatnio...bo przemeczenie daje siwe znaki...do tego nie oszczedzam sie z silownia...wiec czasem poprostu padam na pysk...albo ze zmeczenia glowa leci...jak tym co to zmeczeni po pracy wracaja metrem...ktore kolysze kolysze i glowki opadaja....

Monday, June 30, 2008

Feelings...

well...sometimes u feel so empty....

sometimes u think it will be fun...

Then...

You see THIS person with somebody else...and sadness come to you...

I tried not to think about her...

she wasn't...so important...."that i thought"

I saw her with...and that makes me so sad...it was strange...for me...

She text me "sorry x"...

then she was staring at me with sad eyas...why?

Why all this situation makes me so sad...so nervous...i thought ...that i will be fine...but obviously...I'm not.... not at all.....

Monday, June 16, 2008

Trojmiasto rules...

Znow...przelecial ten tydzien jak z bicza strzelil...kilka twarzy przewinelo sie mimochodem...inne 'natretnie' wracaly..
Tu jakis foch...gdzies po drodze spotkania...czasem przypadkowe...imreza ze wschodem slonca...po upojnej nocy z mezem...w spatifie i nie tylko...z ekologicznym boa na szyi...Funia podlewajaca trawnik...rozgadana Maxi....foundi....ktorego okazalo sie byc za malo...Dosio...ze swoimi czarodziejskimi oczami swidrujacymi...co i rusz...na wskros...i wibrujace powietrze..no i nie zapomniany wieczor glupawy...wlacznie z zespolem zaslaniajacego kolana...powaznych mniej i bardziej rozmow przy winie...i nie tylko...plus nocne luzkowe rozmowy...
Szkoda ze juz musze wracac...nie naladowalam bateryjek...a czacha dymi nieprzecietnie...z pomyslami...marzeniami....ale czy znow nie zapomne jak bede tam...znaczy sie 'TU' w Londynie...
to "TU" to "TAM"...hmm

Tuesday, June 3, 2008

Brak rozsadku...? and inwazja...

Pewien sms dal mi duuuuuzo do myslenia...zaczynal sie slodko slowami:pierdolisz jak potluczona...malo kto moze tak do mnie mowic..a w tym wypadku zawsze przyjmuje...przemysle...i po rozpatrzeniu za i przeciw zmieniam zdanie lub nie...ale zawsze daje mi do myslenia...tak to jest z Czarownicami....
A wiec myslalam kombinowalam..ale ten upor w srodku nie dawal mi dzialac i sie przelamac...az do wczoraj...dwa uparte rogacze zaczely glosno dyskutowac coby samym sobie dac szanse...temat podobny rozchodzil o kogos juz bliskiego u drugiego Kozla...ktory bal sie powiedziec jak bardzo mu zalezy...z reszta druga strona nie ulatwiala ani ciut ciut...wraca do New Yorku..tam inne zycie nie ma czasu na emocje praca obowiazki srututu...dluga rozmowa z druga strona..i moje mediacje odniosly obustronny sukces..szczeze jestem dumna ze udalo mi sie a byl to naprawde trudny orzech do zgryzienia...Najmilszy byl koniec wieczoru...kiedy to oboje wzieli mnie na strone powiedziec mi ze beda w kontakcie i sprubuja...wow i oboje mnie wycalowali i usciskali...
A jesli chodzi o mnie..no coz pod wplywem owego New Jorczyka...niejakiego Ethana...napisalam smsa...a co przeciez mnie nie ugryzie...choc strach jak zwykle wielki...a tu co...ze moze wpadnie i milo by bylo sie zobaczyc...niestety sie nie pojawila...za to dzis sms...Mam nadzieje ze uda nam sie spotkac przed moim wyjazdem...
Natomiast jesli chodzi o Inwazje...
stal sobie pomidor na tarasie...po czym zostal przeniesiony do domu...wraz znim wprowadzily sie mrowki..poczatkowo myslalysmy ze uczepily sie pomidora...ale dzis odkrylysmy tajemne przejscie Jadwiga wziela sie do akcji pt sprzatniecie mrowek...slabo poszlo...chyba lubia dezodorant...byly z lekka zakrecone lozlalzly sie we wszystkie kierunki...wiec czekamy na ciag dalszy...tylko z tego wszystkiego...wszystko mnie swedzi na sama mysl o nich..brr
Ciekawe ile jeszcze uciekinierow zlezie sie ...w ta deszczowa pogode... 

Saturday, May 31, 2008

Koniec....emocji..

Po tyg...up and down...stwierdzilam ze mam dosc...co wcale nie znaczy ze czuje sie lepiej wrecz przeciwnie..ale przynajmniej nie bedzie bolalo...i szybciej wroce do normy...nie ma jednak co ladowac sie w nic co ma zwiazek z emocjami...za duzo juz z tym bylo problemow wczesniej...bey bey maszkaro,,,

Friday, May 30, 2008

Chcialabym...

Oj ile zeczy ja bym chciala...ale powoli spelniam swoje mniejsze marzenia....za niecale dwa tyg do polski....bylam na drinku z ....Alex ktora okazala sie Alice :)...wiec jak na razie emocje opadly nic tylko czekac na cd.
Najbardziej mnie cieszy ze w pracy jakos tak sie uspokoilo..i znow jest calkiem milo pracowac...a to dosc duzy komfort....tylko college nie daje mi spokoju...i ciagle nie moge go ogarnac...mam dalej wrazenie ze nie podolam...jezykowo dalej jestem na tylach...szkoda..niestety tu nie potrafia uczyc....nie ci nauczyciele...
chyba trzeba bedzie sobie wymyslic cos innego niz policje...zreszta zastara sie czuje zeby tam isc...

Tuesday, May 20, 2008

świadek mimo woli...

Czy mezczyzna moze miec mleko w piersiach?       
http://kopalniawiedzy.pl/wiadomosc_1812.html 

Dla czego kobiecie kwasnieje mleko?

Czemu kobieta karmiaca piersia nie powinna pic sokow z pestkowcow?

Na te i tym podobne pytania udzielila odpowiedzi dziesiejszego wieczoru moja wspolokatorka Jadwiga...22 letnia lezbijka...mojemu 36 letniemu koledze gayowi...hmm....troszke to dziwne...
ale przyznac trzeba smieszne bylo!

Monday, May 19, 2008

Nerwy...

Oj dzialo sie...co prawda glownie  w mojej glowie... :)
Kurs policyjny przyprawia mnie o mdlosci  chwilami...na matematyce nudze sie ..i szlag mnie trafia ze tam jestem i marnuje czas wolny...a na angileskim...zdazylo mi sie zatrzasnac nie raz...i mam wielkie watpliwosci czy podolam...jednak sa wilkie braki tu i uwdzie....i wcale fajnie sie z tym nie czuje...mocno sie zastanawiam...nad tym calym pomyslem..i wogole...coraz mocniej...a przedewszystkim czuje sie za staro zeby tam isc....
A na dodatek...mielismy do przygotowania prezentacje...szczeze...nie mialm zielonego pojecia co z czym i jak...po kilku rozmowach tlumaczeniach...cosik mi zaswitalo...i jakbysmy mieli wiecej czasu....pewnie nasza prezentacja bylaby najlepsza...bo okazalo sie ze mozg pod wplywem stresu...krotkiego okresu czasu itp...dostal jakiegos oswiecenia...i nie chcial przestac pracowac....niestety wraz z prezentacja jego funkcjonowanie spadlo do zera...a szkoda...fajnie bylo znow poczuc ze jakies szare komorki jeszcze sie ostaly....i to wrazenie...ze pracuje jak na lezy...niestey nieuzywany w taki sposob...z reka na sercu...od lat.
No lae coz wszystko wrocilo do normy....wraz z zatokami ktore od dzis staraja sie zaatakowac....bo przeciez bylam 2 razy na silowni...to trza se pochorowac...tia..
Moglabym tak pisac...ale w sumie po co...len...zadko kto czyta....bleee
Ps.JAde na wakacje poplywac z delfinami...dalam sobie na to trzy lata...bo njachetniej Azory...ale tak sie napalilam   .....ze cos czuje ....ze bedzie to szybciej...jak sie plany nie pokrzyzuja..jak miewaja w moim przypadku to miec w zwyczaju...Tym razem wara!!!!

Thursday, May 1, 2008

Dziwnosci...

I love 'Black & Gold'

I'm ill again...

One beutiful girl try to pick me up on sunday...she was too beautiful maybe it was dream...

I'm dissapointed with myself don't even try do my best on my cours...it so hard for me...so i left everything on last minute...and now i am angry but i know i can blame just myself...

And i feel crap from one week...cos i feel so ill and feel tired all the time...

And now...long weekend....for some people fun for me hard work....and maybe some fun...if i will be not too tired...

i want sunday off to spend day with Krowka....

Sunday, April 27, 2008

. . .

Tak bardzo...chcialam cos napisac...ale tym razem zostawie to dla siebie... za duzo smutku......skojarzen....i bezsilnosci takiej z ktora naprawde nic sie nie da zrobic...bo na pewne sprawy nie mamy wplywu wcale....szkoda... :(

Tuesday, April 22, 2008

3 po polnocy...

Wyobrazcie sobie ze idziecie na koncert...ale nie taki zwykly...rzecz sie dzieje w teatrze...pewnego rodzaju kabaret...piosenki o gwaltach przemocy..zabijaniu....do tego watek gayowski....
o procz kilku konkretnych freakow jakich sie notabene spodziewalismy tam...rzesza starszych ludzi...to bylo freak...
Ach i ci pseudo inteligenci.....ktorzy chamskim tekstem....ograniczyli moja wolnosc...wolnosc robienia zdjec...bo aparat za glosno chodzi...a pocalujcie mnie wszyscy w dupe...
Trudno nie zrobilam tyle zdjec co chcialama ale zawsze cos....
a potem jeden drink zamienil sie w  drugi candy...mial sie zamienic w trzeciego w gay...ale to juz dla mnie za duzo....nie bede chodzic do miejsc w ktorych sie mecze....gdzie muzyka jest z dupy...ludzie to porazka...a ja nie w humorze na loze szydercow...bo i po co...poziom za slaby...
Teraz po ciemku z drinkiem przy kompie....i glowa jka by kto za przeproszeniem nasral do srodka...musze sie uporac...drink to ok...ale smrod zostanie....jak zwykle...

Monday, April 21, 2008

Poniedzialek..

I co z tego...ze niby poczatek tygodnia...
Odretwienia cd...nie moge sie ruszyc..nie moge nic zrobic...i ciagle za pozno na wszystko...minuty mijaja jak zaczarowane...i jak jakis maly zapal sie znajdzie...to wtedy juz jest naprawde za pozno...juz nie wiem czy to strach..czy generalny paraliz...coz nie potrafie tego zmienic...to jedno wiem...:(

Wednesday, April 16, 2008

Grypo...cholik...

Grypo...cholik...no niestety wszystko na to wskazuje...tylko ze ja wcale a wcale tego nie chce...to chorobsko odbiera mi resztke przyjemnosci...ani na basen ani na silownie..grzecznie czekalam az minie...leczylam sie..wszystko wsakzywalo na to ze w koncu kaszel itp przeszly...no to basenik w poniedzialek...a tu juz wieczorem...jakies kichanie mnie wzielo....i co ?Nic tylko normalnie sie znow rozwija...katar...spuchnieta twarz...do ludzi wyjsc nie mozna...bo sie zalega na stole ze zmeczenia...juz mnie tak to wykancza ze sil witalnych prawie wogole...rece do kolan...
Z tego wszystkiego zasiadam zatem na kanapie i bede sie relaksowac...filmowo..bo co mi innego pozostalo?!

Friday, April 11, 2008

Wrzód...wrzodzik...

To byly "piekne" dwa tygodnie...ha dobrze by bylo...ale cala sprawa rozbija sie o naduzywanie...alkocholu...coraz czesciej coraz wiecej...a czerwone swiatelko z ktorego bylam znana stalo sie rozowe...linka hamulcowa puscila nie raz nie dwa...znow przemieszczanie nieswiadome...ale pobudka w domu...az do wtorku!
Zabiegany dzionek...telefon...a wiec kolacja u Irka...jakies winko...telefon..Mariusz...moze jakis drineczek...wiec po szybkiej dyskusji z Brum Brumem...zgodzilismy sie ze jeden i owszem milo by bylo...ale nie wiecej..bo generalnie to jestesmy zmeczeni...i co niektorzy rano wstac musza...
Po wysiorbanym mochito...mniaaaaaam...i jak zwykle dobrej muzie w SO.UK...poszlo haslo...ze aby uszczesliwic pana I...chodzmy do 2B...tam gdzie sie zazekalam ze nie pojde...bo mam serdecznie dosc..w szczegolnosci ze tam pracuje i wszyscy mnie znaja...ale na jednego...tak..na haslo drugiego...bylo juz tylko ..go for it...a potem nie bylo juz pytan...no i trauma po wyjsciu..
Poczucie jakby ktos z piesci przylozyl mi w zoladek...biedne chlopaki nie wiedzialy co robic a ja nie moglam sie wyprostowac...namawiali na szpital..wiedzialam ze w koncu przejdzie...ale atak byl straszny...zawiezli mnie do domu...znow komputer..znow nie pamietam...jak dlugo przed niem siedzialam...Rano kac...kamien w zoladku...i te gryzace wyrzuty sumienia...to nic ze kaszel ale mimo wszystko ze nie ma jak pojsc na silownie bo nie nadawalam sie do niczego..wiec mocne postanowienie nie picia..przez conjamniej tydzien...
A juz dzis proba..spotkanie z Luka..ale dalam rade...pewnie dla tego ze to bylo piwo..hehhe...
Generalnie dzien nalezal do spokojnych...i calkiem udanych..najlepsze z tego byly zajecie..tym razem nie matematyka na szczescie bo bym chyba z nudow zasnela tym razem...
Mielismy tecniki komunikowania sie...i niby wszystko proste i oczywiste....a jednak nie do konca...poza tym warti powtarzac sobie takie zeczy zeby w przyszlosci moc je w pelni wykorzystac...trzeba przyznac...ze bardzo ciekawe...i oby czesciej...przydaloby sie jeszcze NLP...i juz wogole bylby to rarytas...moze next time....

Monday, April 7, 2008

Szare dni...

I znow brak energi i szaro...ciagle dzien swistaka...plus guz na glowie...coz szybki obrot za barem i zdezenie z otiwrajacymi sie drzwiami...a to wszystko przez glupawe...
Praca nic sie nie zmienia..wyglada na to ze juz wszyscy tam przychodza z musu...nie ma tak jak kiedys...teraz kazdy czeka z utesknieniem do konca...
Druga praca zenada...ciagle pisza ze dzis nie jutro tez..i tak o to nie bylam juz ponad tydzien..a dopiero w czwartek mam sie tam zjawic...a juz myslalam ze cos sie zaczyna krecic ze bedzie mozna zmienic na caly etat beznadziejne 2B na spokojna prace w biurze...albo choc pol etatu i posplacac karte raz dwa...A tu dalszy odcien szarego w szarym...oczywiscie to moj punkt widzenia...
No coz ale w tym tyg zaczyna sie porywajacy college...czyli wtorkowy stress w zwiazku z angielskim...i calkowite nudy czwartkowe na matmie ktorej poziom rozklada mnie na lopatki...do tego stopnia ze zalegam na lawce ziewajac...i czekajac z utesknieniem na koniec tej katorgi.
A dzis silownia...dziwna satysfakcja z ciurkiem splywajacego potu po ciele...taki maly masochizm?
Oby tylko zaczela dzialac...bo jak na razie to nie widze zadnej roznicy :(...a z Pecik szybko traci checi...wiec juz teraz walcze sama z soba zeby tam dzis dojsc i mowie sobie ze to ma sens...i beda rezultaty...tylko ciekawe kiedy?

Thursday, April 3, 2008

Dostrzeganie...

"Dzien za dniem ciagle jedno i to samo"...a jednak nie...coraz czesciej zaczynam doceniac wartosciowych ludzi ktorzy mnie otaczaja...i sa to...polacy...nie powiem ze mam klopoty z komuniakacja w jezyku angielskim..ale chyba jeszce nie trafilam..na tak otwrtych i szczerych angoli...jak sa polacy...kto wie  moze kiedys...
Byc moze jest to kwestia mentalnosci..wlasciwie wszystko na to wskazuje...mam wrazenie ze my sie bardziej przywiazujemy do miejsc...a przede wszystkim do ludzi...moze dla tego jest mi tak trudno sie odnalezc...
Zapewne sklada sie na to o wiele wiecej czynnikow...i trudno wyluskac w tym momecie te najistotniejsze...bo przeciez kazdy do tego podchodzi bardzo osobiscie to co dal mnie bedzie wazne i nieodlaczne dla kogos bedzie absolutnie zbedne...
Ha i to jest ta wlasciwa droga...wiec dlaczego tak uparcie ogladam sie na innych...i skrycie czekam na akceptacje?
Czemu tak trudno jest podejmowac decyzje...przeciez jak przychodzi co do czego i tak zostajemy sami jak palec...
A przegrana czy wygrana zalezy od naszego podejscia i nastawienia...aaaa i oczywiscie plus ocena sytuacji...ktora moze byc jak zwykle bardzo  bledna...a temu wszystkiemu sa winne emocje...ktorych my jako istoty myslace sie nigdy nie pozbedziemy...
Czy jest zatem cos takiego jak wybranie zlej drogi...czy tylko nie odpowiedni czas...miejsce... itp...jak to mierzyc i jak osadzac....?
Wyglada na to ze w zadnym wypadku nie mozna...i tu sie koleczko zamyka...i na tym zycie sie konczy....bo nigdy nie ma dosc dobrze obranej drogi...cale zycie towarzyszy nam rosyjska ruletka!
A czytajacych prosze o komentarze.....wszystkich bez wyjatku ;)

Monday, March 31, 2008

Norma...

"Kiedys norma byl ogol a nie margines...."
Ufff...w koncu...minelo....
Puscilo...
I co tu nazwac norma...stan ktory jest teraz...czy ktory powinien byc wedlug wiekszosci ludzi...wiekszosc z nich nigdy nie zrozumie tego co sie ze mna dzieje...i maja duzo szczescia jesli o to chodzi...z tego samego tez wzgledu nie moga odemnie wymagac bycia szczesliwa...bo to nie jest cos co sie potrafi...to stan umyslu...
Mnie cieszy kazda chwila...tzw constant w mojej glowie...i to jest juz duze osiagniecie...wiec dziekuje za dobre rady pt usmiechnij sie...bo moja twarz to nie maska...i robi tylko to co ja czuje gdzies gleboko w srodku...a nikt mi nie placi za odgrywanie roli....roli zwanej zyciem!
Ale przeciez to nie oto chodzi...mimo wszystko mam jeszcze jakas mala nadzieje ze sie to kiedys zmieni...tak jak stalo sie to dzis...poprostu obudze sie tym razem z usmiechem ...
Milo pomarzyc....
Jak na razie moja glowa to wiczny kalejdoskop..ciagle sie cos zmienia..wiec nie jestem jej w stanie za zadne skarby uporzadkowac...nawet troszke a przydaloby sie to ....
No coz jutro praca...przeziebienie prawie przeszlo....maly spacer nad Tamiza...pomogl dotlenic szare komorki...a meksykanskie jedzonko napelnilo brzuszek do niesamowitych rozmiarow...a wydawaloby sie ze wcale tak duzo tego nie bylo....szczeze szkoda ze sie juz dzien skonczyl...i ze tak pozno tam dotarlismy...ech dobrze ze wogole dotarlismy!
Teraz zapowiada sie na nastepna bezsenna noc...wczoraj do 8 rano oby dzis senek przyszedl wczesniej...mmm przydaloby sie jeszcze winko....

Friday, March 28, 2008

:(

Nic juz nie rozumiem...wczoraj super wieczor...wybralismy sie z Brum Brumem na soho...potem dolaczyl Irek...wszystko bylo ok...nasmialismy sie wybawilismy...a dzis obudzilam sie  ztym okropnym uczuciem gdzies gleboko ze cos sie wali...i znow atak paniki i ta wszechoogarniajaca niemoc...do tego sms z pracy ze dzis mnie nie potrzebuja...tak to z luzka przynajmniej trzebabyloby wstac zadbac o siebie...itp..
A tu nic...do 18...koszmary senne przerywane przebudzeniem...i coraz gorsze mysli nie wiadomo skad...balam sie przez chwile...czulam sie jakbym zwariowala....okropnie to brzmi..ale odczucie bylo jeszcze gorsze...
Nie jestem w stanie nic zjesc..po nocnym kebabie zoladek wywrocony na druga strone...i ta bezsilnosc...i taka straszna samotnosc...co to nie daje spokoju..i zadaje pytania...a ja sie poprostu boje...a nie chce juz...lek jest gorszy od smutku...i nie wiem co na to poradzic...moge miec tylko nadzieje ze jutro obudze sie i wszystko zniknie...jak nie...wole nie myslec o tym!

Tuesday, March 25, 2008

Mental health...

State of mind...
is it just pessimistic way of how i see life...or just depression...
none of this is nice...
none of this is right...
You can't be optimistic if you don't feel like this...
You can try to push yourself...but its never enough....not hard enough...
Every time....every minute....step by step...one forward...two....three...then after while..5 back...and you again in this fucking state of mind...
ups...
It just conclusion...not mine today state of mind :)

Thursday, March 20, 2008

Powinnam...

...nie dac sie
...walczyc
...byc
...trwac
......................
a tu ciagle rozterki dopadaja i podgryzaja...dosc bolesnie musze przyznac...

Sunday, March 16, 2008

Krzycze...

Wszystkie znaki na niebie wskazuje ze pelnia sie zbliza...
Piatek...99% klientow upierdliwo...nieprzystosowano...wkurwiajacych....wszystkich za barem..plus tzw.....3 kwaiatki....czyli pani wygladajaca jak Pipi Langsztrung...jakkolwiek sie to pisze...jestem przy sztni..ona tam jest i draznie sie ze z apolowe ceny kurtka moze lezec na podlodze...pt...o ja biedna nie mam pieniedzy...jestem za barem znow ona...skoczylo sie na tym...prosze sie nie drzec przy barze...siedze na drzwiach...security wzial ja na rozmowe..i znow zaczela drzec pape...a na koniec nie chciala wyjsc...tylko zatluc...wieczor skonczyl sie zucaniem kurwami na prawo i lewo w roznych jezykach...
SObota...niezbyt mile przebudzenie z wkurwem..tak na dzien dobry...
W pracy jeszcze gorzej...wlasciwie to nawet szkoda pisac....nie liczac faktu ze znow siedzialam na drzwiach wiec sie wydarlam..na Dannego...ze do tej roboty to jest troche wiecej ludzi a nie trzy na krzyz...mysli ze to koniec tematu..oj nie....w odpowiedzi uslyszalam doslownie bla bla bla...to ma byc menager..niech sie cmoknie....
Po drodze do domu kebab..yhm...poprosze swierzo ciety...nie ma sprawy..w koncu kto inny to dostal a ja z tego gara umoczony w oleju...no thanks....wyszlam zanim bym tam komus krzywde zrobila...nerwy od dwoch dni w strzepkach...nie jestem znow w stanie panowac nad soba...naprawde jest cos "in the air"...i wcale ale to wcale mi sie to nie podoba...

Wednesday, March 12, 2008

Nowe...

Duzo pracy...nie to zebym narzekala...choc nie powiem ze perspektywa pracowania nastepnych co najmniej dwoch tyg bez dnia wolnego mnie troszke nie przerazala...ale najwazniejsze ze cos sie dziej...Praca jest...college...i generalnie...wszystko jakos na dobrej drodze wyglada na to ze sie prostuje..i jakies swiatelko w tunelu nawet zablyslo...a jak do niego nie dojde no coz...nowe doswiadczenie a z tego ciesze sie baaardzo...
Szkoda tylko ze jakies chorobsko sie przyplatalo i jak na razie basen i silownia ida w odstawke na kilka dni...choc w sumie i tak troszke brak czasu...ale Pecik zorganizuje...niech sie tylko z lekka ogarne..i zobacze co to z tego NOWEGO wyjdzie...nie zapeszajac jak na razie powoli do przodu...i tego sie bede trzymac...Zadowolona?

Friday, March 7, 2008

Proba...

Zacznijmy od tego ze...przed wczoraj...pracowalam do 2.30...a tu rano o 9 dzwoni budzik... rzeczy na basen spakowane..ale dzien zaczety od nowej pracy....szczeze jakos siebie na tym dniu probnym nie widzialam i myslalam ze szybko sie skonczy i wroce do utyskiwania nad zyciem codziennym...a tu jaka niespodzianka....praca nie byla porywajaca...ale i jak na razie bezproblemowa...i wykonalam ja bardzo dobze bo panowie byli pod wrazeniem...a wiec...drodzy nieczytelnicy...bo tych jest wiecej...dostalam ta prace....i od poniedzialku zaczynam 3 tyg okres probny....
Oby dalej tak mi szlo...no moze troche wiecej wyzwan w nowej pracy..zeby mozg troszke obrotow dostal...bo zwoje mi sie rozprostowuja...
No wiec jak na skrzydlach pognalam do domu...czasu na basen oczywiscie nie starczylo....i po niecalej godzinie fru do callegu....i tu czekala niespodzianka ktora objawila sie w postaci testu...wszystko na poziomie podstawowki...a jednak glowa odzwyczaila sie od myslenia..i szkoda ze takich czerwonych lampek nie mielismy...bo napewno by pokazalo sie ze przegrazaly sie troszku...
Po matmie maly dylemat w postaci telefonu od Ireneusza...no i co...poszloby sie gdzies...padlo na Clapham i moja ulubiona jak na razie knajpke....z pyyyysznymi koktajlami i super chilloutowym dj....az szkoda mi bylo wychodzic...
I tak oto dzieki Mariuszkowi poczlapalismy do mnie do pracy...wrr...ale bylo milo....i wysmialam sie ponoc to odmladza...nie dobrze nie dlugo na basen bez opieki doroslego mnie nie wpuszcza hehhe
W tym knajpowym miedzyczasie telefon...D...ja to tylko dzwonie powiedziec....czesc...hmmm...milusio...
a teraz nagle przebudzenie....i znow smsowe rozmowy nocne...
Dobranoc...
Mwah...
dluuuuuuuuuuuuuuuuugi....dziwnie...szczesliwy dzien mozna by zec....
tak....wlasnie...

Wednesday, March 5, 2008

Dzień...

Zaczal sie od tego ze dobudzic sie nie moglam...po zmianie lozka zapdlam w gleboki senek...i znow sie nie chcialo wstawc...tak blogo...na szczescie jedyne co mi chodzilo po glowie to Pecia rusz dupe!
Udalo sie...silownia czy basen...i znow opadly rece bo zapalu zabraklo w dniu dziesiejszym....to co chwilka przed kompem...a jakze to zawsze swietnie mi wychodzi....i tu niepokojacy post na blogu Czarownicy postawil mnie na bacznosc....po romowie okazalo sie ze jest cala i zdrowa...i jak powiedziala sama moc ma ogromna...wiec wierze ze wszystko jej sie ulozy...bo tak ma byc i juz....z  tego tez miejsca przesylam jeszcze raz tuli tuli...Pecio pamieta...i mysli...z reszta o tym pewnie nawet pisac nie musze "bo wiesz"!
Dalszy ciag dnia....basen...szybki raczej...banda maluchow nie dawala poplywac....szybko do domu i do callegu..ojjojo jak by to Czesio powiedzial...test na level 1 ok nawet luzik...ale artykul z guardiana...ol maj gosz....Glowa nie chciala pracowac...tekst trudny...i wspaniale mysli w glowie...nie dam rady...tym razem poprostu nie dalam...moze nie tak na 100 %...ale nie byla to bulka z maslem...a ja mam slaba odpornosc w szczegolnosci jak ja sama siebie krytykuje...bo nie wiedziec czemu mam wysokie wymagania co do siebie...ech..
Na szczescie w pracy odstresowalam sie przy lektorze Sharon Ozzborn...a teraz..no coz niec nowego...sppac nie moge...ot moj szary dzien...jutro rownie szarawy....oby tylko cieplejszy!

Monday, March 3, 2008

Zaniedbanie..

W sumie nie wiem czy znaiedbalam bloga czy siebie....a moze to i to?
Jakies takie dziwne wyrzuty sumienia...wow.....
wszystko toczy sie jakims dziwnym torem od mojego przyjazdu z polski...Dee pisala i pisala jak bylam jeszcze w polsce...potem wpadla kiedys nad ranem...z psem...rozmawialysmy do switu...potem wschod slonca gdzies w parku....dziwnie....potem nastepne dwa spotkania...i niestety za duzo alkocholu przynajmniej dla niej...nie bardzo podobalo mi sie to co zobaczylam...wlasciwie to wogole...i zaczelam sie zastanawiac...i co ??
Nie ta sama osoba...mecze sie w jej towarzystwie...czy mi jest to potrzebne...nie!
Przestawalm pisac..na kilka dni...ona dzwonila...
Nagle cisza..zero odpowiedzi namoje smsy...hmm...w koncu...byla w szpitalu....prawdopodobnie dzieki mnie zalapala jakies chorubsko jak spala u mnie a ja wtedy jakies grypsko chodowalam...ups..
No i pojawila....sie trzezwa...i znow bylo milo...a juz sie balam...i co teraz mam zrobic...take it easy...podpowiadala mi swiadomosc...i od smsa do smsa.....coz podsumowanie "Let's just see what happens"...nie powiem milo jest cos takiego przeczytac...po 3 latach...ech...ale coz co ma byc to bedzie ja juz w nieskonczonosc czekac nie bede i za matke tere robic tez nie bede..jak chce...niech sie postara...nie...no coz...moze byc fajna znajomosc i tyle....Im over it this time...!
A tak na marginesie....
w zwiazku z malym chachmetem...znalazlam sie na kursie policyjnym...ale jakos nie wiem czy chce tam zdawac....z reszta...15 tyg przedemna...najwazniejsze ze bede sie dalej uczyc a to mi jest potrzebne...zeby mi reszta szarych komorek nie obumarla przypadkiem...
poza tym moje posatnowienie z przed polski tez w koncu doszlo do skutku...czyli zapisalam sie na silownie...wiec na przemian...basen i silownia poszla w ruch...i jestem z siebi dumna nawet troszke...bo przez tydzien bylam 5 razy...niezle co?Bo ja mysle ze calkiem calkiem...nawet nie jestem pewna czy nie przegielam...wiec juz za chwileczke juz za momecik...bede poprostu :gorgeous... :)
Ps.KOCHANIE....dziekuje ze jestes....!

Polska cz.2

Tak wypadalloby by napisac czesc druga jak byla pierwsza...tylko maly problem...mam wrazenie jak by to bylo lata swietlne temu i maly klopot z przypomnieniem sobie szczegolow mam...a wlasciwie..to juz nic nie moge sobie poukladac...ups...altzhimer?
I sai no no no...
W sumie to najbardziej chodzilo mi po glowie zeby w koncu powiedziec rodzicom...o mej seksualnosci...ale zebrac sie nie moglam...wszyscy naokolo twierdzili ze wiedza...no ok...ale nie ode mnie i wcale mi ta swiadomosc zycia nie ulatwie nie wiedzac jak na to zareaguja..i wogole jakie maja podejscie...i wtedy przyszedl sms od Dee "braveheart"...wiec co teraz albo nigdy...treba przyznac ze wstrzelila sie w moment idealnie..
Wiec z ciezkim sercem na ramieniu...wzdychajac i wykorzystujac sytuacje...wyrzucilam to z siebie...glebokie westchniecia "A tobie co?...ciezko mi....no bo chcialabym wam cos powiedziec....CO...WYCHODZISZ ZA MAZ?...no wlasnie....to chyba sie nigdy nie przydazy...TO CO...O CO CHODZI?...i tu widze znaki zapytania w oczach mamy...bo ja...ja...NO CO?....bo ja wole kobiety...Tata:NO TO TAK JAK SOBIE KOMBINOWALISMY.....??????...co???????to ja sie tu czaje a tu jak maz mowil...wow...tat pocalowal mnie w policzek i powiedzial ze kocha....nie sadzilam ze beda jakies wieksze problemy...ale takiej reakcji to napewno sie nie spodziewal...i wsumie pytan nie buylo...nie liczac tego ze zapytali sie o dwie osoby czy one TEZ...heheh
Dziwnie...w sumie ze tak o nic nie pytali....
I wszystko stalo sie takie...proste...tak dziwnie jak nagle problem zniknal...bez zadnych "konsekwencji" ot tak...

Friday, February 29, 2008

%$&@£%$&

JEstem zla na siebie i caly swiat.............~Tylko niech nikt sie nie wazy nawet zapytac dla czego...bo znow pewnie zacznie sie lawina....pesymizmu...zlych mysli...i niespelnionych postanowien...tak mnie dopadlo z nikad...gniew i destrukcja....

Tuesday, January 29, 2008

Polska...cz1

Polska...Wczoraj wrocilam a czuje sie....jakby mnie tam nie bylo...takie nierealne...a jednak...
Wszysstko zlewa sie wlasciwie w jedna calosc...ale jak zawsze jest kilka wyjatkow...
Kilka osob dalo ciala...zmeczenia ziewania....echh...spotkanie z 5...no i znow zabawa do rana...shot...drinka...rozmowa...ech...super to sie nie zmienia....
Potem imreza w Sfinksie...wczesniej spotkanie z Czarna...bardzo dziwnie sie czulam...strasznie mnie irytowala..nie moglam sobie poradzic z tym uczuciem..
Do tego po trzech dniach...obserwowania ludzi..patrzenia na dzieci...moich rodzicow...zalamalam sie...co bedzie jak mi sie nie powiedzie...jak bede miec takie marne pieniadze jak moj tata...kto sie wtedy mna zajmie?
Dzieci...tego to juz wogole lepiej nie rozdrapywac....
I z taka glowa pelna mysli przemyslen...dolem...smutkiem..poszlam do Zaby na impreze....szkoda...szybko ucieklam..nie dawalam sobie rady z tym wszystkim co mam w glowie...i czulam sie tam poprostu zle...nawet towarzystwo Sweet Mamy...Dosi i Maja mi nie pomagalo...ucieklam pobyc sama....zawinelam sie szczelnie w moja kolderke...i zasnelam...
Wiekszosc casu spedzalam w domu...cieszac sie z przestrzeni...i obecnosci rodzicow...
W koncu nadjechal moj maz...cala szczesliwa pobieglam mu na spotkanie...a wieczorkiem umowilismy sie u nich na male co nieco...i tu nalezaloby opisac wspanaily wieczor..niestety moj Maz barmanem by nie mogl byc...bo spil mnie okrotnie i tyle OOO...aczkolwiek bawilismy sie przednie jak zwykle....nie liczac wrednej kici ktora to niby tak strachliwa i plochliwa przed obcymi...tym swoim cholernym 7mym kocim zmyslem poczula ze mam alergie..wiec zasiadla na kanapie tuz za moimi plecami...ech....no a pozna noca taksowka...a potem jak w Harry Poterze bylam juz na lozku...ciekawe kto placil...bo ja nic nie pamietam....
I telefon kolo 3 nad ranem od 5...moze bys jednak wpadla do Entera...no i na szczescie czerwone swiatelko zadzialalo...pstryk rano...

Wednesday, January 16, 2008

Zaniedbanie...i nie tylko...

Dopadlo mnie znow...z taka moca...ze zamknelam sie nawet przed kims...z kim chcialabym najbardziej chciala porozmawiac...nie bylo to pierwszy raz...to jak zaklete kolo...czym jestem blizej kogos.....przychodzi taki momet ze sie zamykam nagle w mojej skorupce...i slowa nie przechodza mi przez gardlo...tak bylo i tym razem....a czym bardziej on drazyl temat...ja czulam jak sie zaczynam dusic...a slowa wiezna w gardle...
Dopiero...po ostrym wykladzie...chyba z reszta to mi bylo potrzebne...choc przyznam ze byl brutalny...poskutkowalo...ze skrucha przeprosilam dzis i powiedzialam ze ja juz tak mam...w zamian uslyszalam ze to zadne wytlumaczenie i powinnam sie uczyc na swoich bledach..ohhhhh..oczywiscie ze to wiem....ale to nie takie proste..czasem mi sie udaje...ale nie tym razem...mam nadzieje ze bede jeszcze miala czas i okazje wytlumaczyc mu co sie ze mna stalo...i moje obawy...
Na dodatek tego...Sobota....extasy...Dee...urywane rozmowy...wczesniej smsy...nastepnego dnia smsy...nie chce sie znow w nic wpakowac...powoli czuje ze mam szanse sie od niej uwolnic w jakis sposob...ale nie chcialabym zeby zniknela z mojego zycia...ale decyzja nalezy do niej...A tak pozatym...to byl glowny powod...za ktory Lee mi zmyl glowe...nienawidzi jej calym sercem...za to ze mi miesza w glowie..i za to ze ja sobie na to pozwalam...a ja sie gubie...bo sama chwilami nie wiem w co mam wierzyc..w to co widzialam..i w ta urywan rozmowe...czy moze...w to co on mowi...jedno i drugie jest bardzo prawdopodobne...a serca sie nie moge sluchac..bo jest bardziej szurniete ode mnie....ech...
Ale...jeden dzien wiecej i bede w domku...moim kochanym ceglastym pokoiku...ze Szmatka za drzwiami...pierzyna na luzku....a przede wszystkim z Rodzicami...mmmmm

Thursday, January 10, 2008

Byl sobie Rzym....

Prezent....jednodniowa wycieczka do Rzymu...zadecydowal Lee...w zwizku z tym ze chcialam uciec przed swoimi urodzinami..no coz to mi sie nie udalo...natomiast prezent wysmienity..
coprawda weekend w pracy...jakos senek nie nadchodzil....wiec po jakiejs 1.5 godzinnej drzemce o godz 3 nad ranem Lee odebraol mnie z pod domu....6 samolot..wiec mala drzemka..dziwni ludzie troche problemow na lotnisku...10 osob na krzyz ale za to czekalismy jakies 4o min...juz nasz szlag trafial...jedna pani do odprawy...ludzie z nadbagazem i takie tam...ROme...o fuck...pada...dojerzdrzamy do centrum...zaczynma lac jak tylko wysiadamy pod coloseum..pierwszy zakup.umbrela ella ella...drugi...to samo tyle ze wieksza...milo byc w towarzystwie Lee...choc chyba oboje bylismy zmeczeni i myslami gdzies indziej...Lunch przy fontannie Traviati...czy jak to sie to tam pisze....i najsmaczniejsza pizza jaka jadla...poprostu palce lizac...nie da sie opisac...4 sery..niby nic takiego a rozplywala sie w ustach....czas na spacer...nie bylo tak jak obiecywal..nie bralismy taxuwek...poprostu spacerowalismy...ludzie...klepy...panie z  tapetami na twarzach...sklepy.... i jakos tak nadzwyczaj spokojnie jak na nas....jakas knajpka..ciastko...drink...znow jakis kosciol...ruiny....lody przy podswietlonej fontannie...i kurewski bol w biodrze...ale zapas tabletek...do tego espresso..i jakos poszlo...szkoda ze tak pozno o tym pomyslalam
i dzien sie chylil ku koncowi...znaczy sie bylo kolo 5...a mu samolot o 10...dzien przelecial przez palce...ale zostaly nie zapomniane widoki zapach...klimat...to wszystko czego mi brakowalo...nawet trudno powiedziec ze niedosyt...bo czlowiek nie zaczal sie nawet przyzwyczjac...a juz lotnisko...samolot..i w drodze do domu...mimo wszystko jedna z tych niezapomnianych przygod...ktorych mam nadzieje nigdy nie zapomniec....a teraz....
no coz szaraz zeczywistosc..Londyn praca....collage...kuwa nic sie tam nie ucze..chyba go oleje..znow jestem w nastroju zeby sie poddac...wiem ze to zle i potem  moge zalowac wiec mam wielka nadzieje ze szybko mi przejdzie ...jak nie jestem zgubiona....
CIagla walka ze soba to jest najgorsze...syzyfowe prace....nic tylko sobie odstrzelic ten glupi leb!

Wednesday, January 2, 2008

Happy birthday...Happy New Year....

Nie wiem czy lepeiej zapomniec to ile pamietam z urodzin....
Zaczelo sie niewinna kolacja z Irkiem.....no to co po drineczku?
Oczywiscie jedzonko tajskie popite buteleczka winka....
No to co Kazbar....Wpadl Maciek....Jadzik w koncu...tez dal rade...to co po shotciku?
No i tak sobie powolutku plynelismy w strone Two Brewers...no bo gdziezby indziej...tam Mareczek z nagrzna Justynka...co to lizala mnie po szyi...no i zaczelo sie drineczek...kreska...shot...no to shot z Lee...no to wodeczka z redbullem...i tu czarna dziura...nie mam zielonego pojecie kiedy co i jak...znaczy sie kiedy zostalismy tylko z Irkiem...droga do Mosquito...tam jakies przeswity...19 lat...calowanie sie i znow nic...
Rano ciezkie chwile...5 ciagle pijana probowalam rozmawiac z Mackiem....no i w koncu praca...ojjojo....zero jedzenia....ciagle pijana...trzymaja sie baru....zeby nie zemdlec...i nic z picia w pracy...udalo mi sie dozyc...do konca...nie pozygac sie za przeproszeniem...ani nie stracic przytomnosci..wow...ale nikomu nie zycze pracy w takim stanie....przy tej illosci wlanej i wciagnietej...no i rano prezent w kieszeni nastepny woreczek...tego tez juz nie pamietam...
Z tego wzgledu nie jestem pewna czy zaliczyc te urodziny do udanych czy tez nie...w szczegolnosci...ze nie wiele pamietam...z najciekawszej wydawaloby sie czesci wieczoru...no coz zostawmy to do nastepnego spotkania z Irkiem....moze dowiem sie czegos wiecej...o ile on cos pamieta...
i tak minal nowy rok...czyli utrzymywanie sie w pionie...byle do konca....dalam rade..trzezwa jak przyslowiowa swinia...wczoraj spokojny dzionek....kolacyjka...we wloskiej....i domek....zmeczenie dopadlo...
Dzis dla odmiany chorubsko obudzilo...oskrzelka zaatakowalo...wiec do lekarza..i se antybiot zarzeram...co by wydobrzec do niedzieli...i spedzic jak njalepiej sie tylko da moj urodzinowy prezent....