"Kiedys norma byl ogol a nie margines...."
Ufff...w koncu...minelo....
Puscilo...
I co tu nazwac norma...stan ktory jest teraz...czy ktory powinien byc wedlug wiekszosci ludzi...wiekszosc z nich nigdy nie zrozumie tego co sie ze mna dzieje...i maja duzo szczescia jesli o to chodzi...z tego samego tez wzgledu nie moga odemnie wymagac bycia szczesliwa...bo to nie jest cos co sie potrafi...to stan umyslu...
Mnie cieszy kazda chwila...tzw constant w mojej glowie...i to jest juz duze osiagniecie...wiec dziekuje za dobre rady pt usmiechnij sie...bo moja twarz to nie maska...i robi tylko to co ja czuje gdzies gleboko w srodku...a nikt mi nie placi za odgrywanie roli....roli zwanej zyciem!
Ale przeciez to nie oto chodzi...mimo wszystko mam jeszcze jakas mala nadzieje ze sie to kiedys zmieni...tak jak stalo sie to dzis...poprostu obudze sie tym razem z usmiechem ...
Milo pomarzyc....
Jak na razie moja glowa to wiczny kalejdoskop..ciagle sie cos zmienia..wiec nie jestem jej w stanie za zadne skarby uporzadkowac...nawet troszke a przydaloby sie to ....
No coz jutro praca...przeziebienie prawie przeszlo....maly spacer nad Tamiza...pomogl dotlenic szare komorki...a meksykanskie jedzonko napelnilo brzuszek do niesamowitych rozmiarow...a wydawaloby sie ze wcale tak duzo tego nie bylo....szczeze szkoda ze sie juz dzien skonczyl...i ze tak pozno tam dotarlismy...ech dobrze ze wogole dotarlismy!
Teraz zapowiada sie na nastepna bezsenna noc...wczoraj do 8 rano oby dzis senek przyszedl wczesniej...mmm przydaloby sie jeszcze winko....
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment