Monday, September 14, 2009

takie tam o!

I znow to samo...po takim czasie nie wiadomo od czego zaczac...
Wakcje byly minela...jak z bicza strzelil...nawet nie wiem kiedy..i w sumie oprocz ibizy...to chyba z czasu wakacyjnego za duzo to nie pamietam..
nie liczac niezapomnianej i nieoczekiwanej kolacji u Richarda i Weyna...bylo milo...przytulnie i bardzo smacznie...kolacja przy swiecach...swieczkach i lampionach w ogrodzie...pelen chillout...mmm
a tak to ..to w sumie oczekiwanie na ibize...musze przyznac ze zupelnie inaczej ja sobie wyobrazalam...ale tak to jest ..od tego jest wyobraznia..
nie to zebym czegos oczekiwala...poprostu co innego mialam w glowie a co innego zastalam..ale nie to zebym sie zawiodla...
chyba sie starzeje..jakos wielkie dyskoteki zupelnie mnie nie pociagaly...ale odnalazlam sie wspaniale nad woda przy zachodach slonca z daiquiri w reku...to byl moj czas ...czas relaxu i szczescia...szkoda tylko ze nikt go ze mna nie dzielil...
no a w dzien slonko plaza...upaly...lalo sie z nas na potege...szkoda ze tak krotko..oj szkoda...
A teraz..praca dom..praca...splaty kart..cd. lekarzy...
musze przyznac ze troszke szaro sie zrobilo...
i dalej teskno za...nia......a moze raczej za jej towarzystwem...bo nigdy nam razem nudno nie jest..
ale coz...ona woli picie..ja towarzystwo...chyba drogi nam sie mijaja...
zreszta czuje zmian cd...moze to ja sie tak mocno zmienilam...a moze widze wiecej...hmm..napewno widze wiecej....stanowczo za duzo czasem...lepiej czasem zyc w nieswiadomosci...ale o tym pisac chyba nie chce...bo to nic milego...
Ludzie przychodza..odchodza...niektorzy doslownie jak moja tesciowa sw.pamieci ....a z niektorymi drogi sie rozchodza....czasem przez odleglosc..choc to bezsens...czasem przez niedomowienia...a czasem przez wybory..coz takie zycie nie ma co sie smucic...wazne ze sa wspomnienia!

Wednesday, June 3, 2009

Zmiany..cd...

Propozycja pracy byla wielkim zaskoczeniem...jeszcze wiekszym pytanie po dniu probnym...czy mi sie podoba i czy chce tam pracowac...Oczywiscie...no ale dlugo sie tm nie nacieszylam..nie potrafie..
Za to pobyczylam sie na zwolnieniu przez tydzien...wyglada na to ze bol nie ma zamiaru zniknac..dzis na stare smieci..a od przyszleo tyg nowe miejsce...nowi ludzie..moze w koncu troszke odetchne...
Kto by pomyslal ze tyze zeczy zmieni sie w tym roku...mam tylko wrazenie ze bez mojego udzialu...milobyloby zeby jeszcze jedna sprawa rozwiazala sie na dobre...bo jednak nie daje mi spokoju...
Nie zebym jakos strasznie cierpiala z tego powodu..ale...
Moze to tez sie samo rozwiaze...na moja korzysc...wiem ze bzdury plete bo wcale w to nie wierze...nawet po tym..

Thursday, May 14, 2009

Entliczek petliczek...

Znow nie wiadomo od czego zaczac...duzo sie wydarzylo...ale w sumie nic "dobrego"z tego nie wyszlo.
Po pierwsze bole to nasilaja sie to lagodnieja...doszlo do tego...ze jak mniej boli to ciesze sie jak dziecko ze moge chodzic...i zupelnie inaczej patrze na swiat...niz 2 tyg temu...niesamowite jak cialo moze dac w kosc i to doslownie...i jak fizyczna niemoc...moze zdolowac psychike...sprowadzajac na dno...ale raz raz odbilam sie...no nie powiem ze zanikanie bolu nie pomoglo...ale teraz wiecej zeczy cieszy..moze tak mialo byc...niezbyt mile doswiadczenie..ale czasem trzeba doslownego kopa w dupsko zeby sie ocucic z letargu.
Ale dos o tym...wynikow brak.. nie chce zeby moj umysl popadl w jakas nastepna zupelnie nie potrzebna paranoje...
zapachnialao wiosna..tak bardzo mocno i intysewnie...az sie nabralam ze to juz...potem na domiar "zlego" przyszla pelnia...ktora juz wogole zwiodla na manowce...zupelnie nie rozumiem czemu przyciagam tak niezdecydowane jednostki...a kysz..wole byc sama....niz znow up and down ktore mi ktos z lekka sprezentowal...tak niby przez przypadek...a ja zlapalam sie na haczyk...pieknych oczu i wszem ogarniajacej radosci...z powodu bliskosci..nie zle powiedziane...poprostu radosci przebywania z kims takim...slowa same plyna ...brak tego okropnego skrepowani...tak wiem poplynelam...a ona sie wycofala...ja dryfuje...juz nie wiem czy ja wyczekuje czy ona i na co...pojawia sie calkiem nieoczekiwanie...well we will see.
Taka ta wiosna psotliwa...
Za to wypad weekendowy do Polski absolutnie maga udany...czwartkowy wieczor w pracy zamienil sie wpiekny poranek w polsce.. zpowitaniem meza z rozwianym wlosem...ktory doslownie wywiozl mnie na manowce...Kochanie jak tak mozna.sniadanie rodzinne na zapleczu...a wieczorkiem...mily akcent mamusinowych imieninek...ktory przerodzil sie w pozna noc...na niezobowiazujacym drinku u £atek...no ladnie to sie skonczylo nie powiem...palenie zieleniny..jak serum prawdy...w polaczeniu z rozmowami...gdzie nikt oprocz nas nie wiedzial o co chodzi...aczkolwiek nie jestem pewna czy jakbym to ogladala..na "trzezwo" z boku bylabym w stanie zalapac sens istoty sprawy...ale taki to urok...piekny wieczor...dlugo go bede wspominac...grono wyborowe...smiechowe...odjazd na maksa...
Otwarcie EEEE...coz jak dla mnie to chyba wieczne szukanie kogos...sama nie wiem kogo ale glownie zaplecze...tak duzo to mnie na tej imprezie nie bylo jakos odnalezc sie nie moglam do tej pory nie wiem czemu...nastepne 2 dni spokojne pstryk i znow londyn...potem rozczarowanie..a teraz powrot do normy..z lekka szarej...ale nie daje sie juz tej szarosci ogarniac...
Wszystko dzieki "Coachingowi"...skonczylam czytac...i chyba zaczne od nowa..tym razem...uwazniej...z cwiczeniami wlacznie...w koncu oprocz powtarzania..tak tak rozumiem...jesli ja sobie nie pomoge nikt nie bedzie w stanie...pojelam po calosci o co w tym chodzi...uff...duzy krok...az sama jestem w szoku...i nastepny kamien z serca spadl...teraz juz chyba zostaly kamyczki...nastepny bedzie piasek..a potem...no coz...juz i tak sie usmiecham :)

Sunday, February 22, 2009

Skrzydlate mysli!

O ironio....z tym wlasnym katem mialo byc najtrudniej i co...znalazl sie!
Mam swoj pokoik...coprawda jeszcze do konca nie jest 'moj'...ale mam go wylacznie dla siebie...
z cala reszta gorzej bo musze sie przyznac z reka na sercu...ze nic nie robie w kierunku..nowa praca itp...itd...
Tak daje ciala..ale ma wrazenie ze troche relaksu i cieszenia sie tzw swietym spokojem nalezy mi sie jak najbardziej..wiec jak mam tylko wolne.....to jak mi sie uda to nic nie robie...znaczy sie staram sie nie ruszac z domu...nawet nie isc po zakupy...poprostu leniuchowac...zadko to mi sie udaje...zawsze cos wyskoczy...
Plus do tego maly metlik w glowie...ktory mam nadzieje wkrotce sie rozwiaze...
Ale ja nie chce do tego przykladac reki....niech to zrobi ktos inny...ja sie 'dostosuje'
Mimo tych dziwnych z lekka zeczy dziejacych sie ostatnimi czasy...mam sie nadzwyczaj dobrze...jakis blogi spokoj mnie ogarnal...i oby tak zostalo!
ach nie liczac skrzydel...i aniolow..ktore zaprzataja mi glowe...i nie daja spokoju...ale to nie grozne tematy...ale na pewno musze dac im upust....w postaci  skrzydel nad lozkiem i czegos jeszcze...do konca jeszcze nie wiem czego....ale na pewno bedzie duzo...tzw splotow okolicznosci....bo czuje to po kosciach!!!!!!!

Wednesday, January 28, 2009

Hmm...

Hmm...
Zostalam dzis uswiadomiona... :)
Tylko bez takich usmiechow...
ze...zmiany sa tylko Klapouchy ich nie zauwazyl...jasne ale co tu oczekiwac od Klapouchego...tak ma...ze tylko koniec ogona widzi...
ale jednak zauwazyl...
male bo male ale powoli...
ach to wszystko przez ta polske...rozleniwienie mega 100...i jakos slabo poszlo z aklimatyzacja z powrotem...trudno niestety...ciagle na nowo przyzwyczajac sie ze przyjaciele sa...nie tak daleko...ale juz nie na wyciagniecie reki...a tak bardzo chcialoby sie ich usciskac... xxx