Wakcje byly minela...jak z bicza strzelil...nawet nie wiem kiedy..i w sumie oprocz ibizy...to chyba z czasu wakacyjnego za duzo to nie pamietam..
nie liczac niezapomnianej i nieoczekiwanej kolacji u Richarda i Weyna...bylo milo...przytulnie i bardzo smacznie...kolacja przy swiecach...swieczkach i lampionach w ogrodzie...pelen chillout...mmm
a tak to ..to w sumie oczekiwanie na ibize...musze przyznac ze zupelnie inaczej ja sobie wyobrazalam...ale tak to jest ..od tego jest wyobraznia..
nie to zebym czegos oczekiwala...poprostu co innego mialam w glowie a co innego zastalam..ale nie to zebym sie zawiodla...
chyba sie starzeje..jakos wielkie dyskoteki zupelnie mnie nie pociagaly...ale odnalazlam sie wspaniale nad woda przy zachodach slonca z daiquiri w reku...to byl moj czas ...czas relaxu i szczescia...szkoda tylko ze nikt go ze mna nie dzielil...
no a w dzien slonko plaza...upaly...lalo sie z nas na potege...szkoda ze tak krotko..oj szkoda...
A teraz..praca dom..praca...splaty kart..cd. lekarzy...
musze przyznac ze troszke szaro sie zrobilo...
i dalej teskno za...nia......a moze raczej za jej towarzystwem...bo nigdy nam razem nudno nie jest..
ale coz...ona woli picie..ja towarzystwo...chyba drogi nam sie mijaja...
zreszta czuje zmian cd...moze to ja sie tak mocno zmienilam...a moze widze wiecej...hmm..napewno widze wiecej....stanowczo za duzo czasem...lepiej czasem zyc w nieswiadomosci...ale o tym pisac chyba nie chce...bo to nic milego...
Ludzie przychodza..odchodza...niektorzy doslownie jak moja tesciowa sw.pamieci ....a z niektorymi drogi sie rozchodza....czasem przez odleglosc..choc to bezsens...czasem przez niedomowienia...a czasem przez wybory..coz takie zycie nie ma co sie smucic...wazne ze sa wspomnienia!