"Bo fantazja fantazja.....fantazja jest od tego...aby bawic sie aby bawic sie....na calego..."Nie wiem z kad to sie wzielo w mojej glowie w drodze powrotnej z pracy...no ale tak wyszlo...w sumie cos w tym jest...tego sobie zycze na urodziny...tej fantazji..
Jak na razie to cienko to widze...nastroj wyczekiwania...jakbym lewitowala caly wieczor...wlascie to robilam....ale to chyba urodziny tak dziwnie mnie nastroily...chcialabym zeby cos sie wydarzylo..ale coz chyba moge liczyc tylko na swoja fantazje...mialam plan wyslac smsy spotkac sie w knajpie...ale tego nie zrobilam...chyba nie mam ochoty...nie chce mi sie juz organizowac....i mam sprzeczne uczucia co do tego czy wieczor chce spedzic sama czy moze miedzy ludzmi...sama z soba sie kloce...hmmm....nic nowego...jak przyjdzie co do czego to pewnie bede sobie plula w brode..ze dalam ciala sama przed soba...ale coz taki moj urok...bo czemu sie nie obrazic w swoje urodziny sama na siebie..?
Ciekawe czy mozna to nazwac rozdwojeniem jazni czy tylko niegroznym zeswirowaniem swiadomosci....a moze to podswiadomosc plata figle...?
Ech gdyby tylko byla ta druga osoba...to wiedzialabym jak spedzic ten dzien...a tak to...co?
Moze kino....moze samotny spacer po nieznanej okolicy londynu z butelka szampana w reku...a moze cos nowego innowacyjnego...kanapa drink i telewizja oooo to bylby niezly fun...
A z reszta pierdole to....moje ostatnie urodziny to porazka...wiec te spedze sama...i juz!
Sunday, December 30, 2007
Saturday, December 29, 2007
down .... and...up
Tak sobie dzis pomyslalam jak to wszystko fiksuje...wariuje....
Przedwczoraj dol....ALe dalam rade...wlasciewie to nie ja a ktos....ktos o mnie zadbal...i spedzilam znow jeden z milszych dni w pracy...jedzonko drinek....och gdyby Jimi wiedzial...i tak pewnie to mi by sie dostalo...
Siedzielismy dobre dwadziescia minut i...otowrzylismy wszystkie karteczki do promocji finlandi...a byl tego spory karton...no i wygralismy dwa futrzane kapelusze yuppi...
Na koniec naszej pracy wymyslil ze mnie gdzies zabierze na urodziny....
Okazalo sie niestety ze bilety z 3 dniowym wyprzedzeniem nie naleza do najtanszych...wiec wymyslil ze przyszly tydzien....wiec....lecimy za tydzien na caaaaaaaaaaly dzien do Rzymu...to dopiero bedzie przygoda....nie moge sie doczekac...i buzka mi sie usmiecha...i z tego powodu ...a takze ...ze wiecej jest takich czubkow jak ja....
Zegar tika....za nie cala dobe bede jeeeeeeeeeeeeeszcze starsza......to troszke dobija....ale dam rade...co?
Przedwczoraj dol....ALe dalam rade...wlasciewie to nie ja a ktos....ktos o mnie zadbal...i spedzilam znow jeden z milszych dni w pracy...jedzonko drinek....och gdyby Jimi wiedzial...i tak pewnie to mi by sie dostalo...
Siedzielismy dobre dwadziescia minut i...otowrzylismy wszystkie karteczki do promocji finlandi...a byl tego spory karton...no i wygralismy dwa futrzane kapelusze yuppi...
Na koniec naszej pracy wymyslil ze mnie gdzies zabierze na urodziny....
Okazalo sie niestety ze bilety z 3 dniowym wyprzedzeniem nie naleza do najtanszych...wiec wymyslil ze przyszly tydzien....wiec....lecimy za tydzien na caaaaaaaaaaly dzien do Rzymu...to dopiero bedzie przygoda....nie moge sie doczekac...i buzka mi sie usmiecha...i z tego powodu ...a takze ...ze wiecej jest takich czubkow jak ja....
Zegar tika....za nie cala dobe bede jeeeeeeeeeeeeeszcze starsza......to troszke dobija....ale dam rade...co?
Thursday, December 27, 2007
Pomieszanie z paplataniem...
W wiglie "odzyskalam" przyjaciela....
A dzis dowiedzialam sie jak bardzo ludzie potrafia byc dwulicowi...szkoda...myslalam ze jest inaczej...nie nalezy ufac nikomu...tak jest o wiele bezpieczniej...a wrazie czego mozna sie milo "rozczarowac"...znaczy sie zaskoczyc...
Naprawde sie nie spodziewalam...niestety mam mala tolerancje na takich ludzi jak i na bol....
Systematyczne branie zaczelo dawc efekty...ale to tylko bol...a co zrobic z ludzmi na to nie ma lekarstwa....
Do tego zlodziejstwo w pracy...najmniej podejzewani to najgorsi zlodzieje...zygac mi sie juz chce jak na to wszystko patrze....ludzie sa tacy pazerni...ech szkoda...
A dzis dowiedzialam sie jak bardzo ludzie potrafia byc dwulicowi...szkoda...myslalam ze jest inaczej...nie nalezy ufac nikomu...tak jest o wiele bezpieczniej...a wrazie czego mozna sie milo "rozczarowac"...znaczy sie zaskoczyc...
Naprawde sie nie spodziewalam...niestety mam mala tolerancje na takich ludzi jak i na bol....
Systematyczne branie zaczelo dawc efekty...ale to tylko bol...a co zrobic z ludzmi na to nie ma lekarstwa....
Do tego zlodziejstwo w pracy...najmniej podejzewani to najgorsi zlodzieje...zygac mi sie juz chce jak na to wszystko patrze....ludzie sa tacy pazerni...ech szkoda...
Tuesday, December 25, 2007
DEE...
Niedziela...przeczucia ktore zakwalifikowalam do absolutnie nie mozliwych...z przyczyn checi zobaczenia jej wydawalo sie to absolunie absurdalne i nie mozliwe...
wieczor zaspowiadal sie bardzo spokojnie...jak tu nagle nie zwali sie tlum jakiego daaaawno nie widzialam w niedzielny wieczor....
w wirze pracy ....nagle slysze krzyk mego kolegi...odwracam sie a obok niego stoi Ona ...tak poprostu jak gdyby nigdy nic po tych 5 miesiacach...z troche niepewnym usmiechem na twarzy....
Myslalam nie raz jak zeraaguje jak ja w koncu zobacze...ale tego sie nie spodziewalam...drinki o malo z reki mi nie wypadly nogi jak z galarety w jednej sekundzie...i nie moglam opanowac trzesacych sie rak...
Chciala zebym ja obsluzyla...tyle mi sie zeczy cisnelo na jezyk..ale nic milego...nie moglam tlum ludzi...a ja mialam ochote wziac ja na bok i zapytac sie co sobie wyobraza tak sie pojawiajac...aaaaaaaaaaaaa
Jednym z jej zamowien byl....kiss...bitch...
Nie zgodzilam sie na postawienie mi drinka ...mialam ja tylko ochote udusic...
Za drugim razem podobnie....zdziwiona....powiedziala...oh I think Pat is not happy with me...no i wtedy to mnie szlag trafil...juz nie wiem czy jest tak zadufana w sobie czy nie myslac...nie wiem co sobie wyobrazala...ze bedzie jak kiedys ze zuce jej sie na szyje...ze bede szczesliwa i wdzieczna ze wogole sie pojawila...bez slowa przepraszam...przeciez to ona napisala zeby o niej zapomniec...bo ona to zrobi..bez zadnego powodu!
Niestety jak juz troche ochlonelam...ciagle zbyt duzo ludzi nie udalo mi sie z nia porozmawiac....
Wiec wystosunkowalam do niej maila...jak odpowie ok....jak nie dla takich ludzi nie ma u mnie miejsca....pozwolila sobie na zbyt duzo przegiela....Jesli ja bedzie stan na slowo przepraszam....to moge z nia porozmawiac...jak nie....pstryk...i obym jej wiecej wtedy nie spotkala...
wieczor zaspowiadal sie bardzo spokojnie...jak tu nagle nie zwali sie tlum jakiego daaaawno nie widzialam w niedzielny wieczor....
w wirze pracy ....nagle slysze krzyk mego kolegi...odwracam sie a obok niego stoi Ona ...tak poprostu jak gdyby nigdy nic po tych 5 miesiacach...z troche niepewnym usmiechem na twarzy....
Myslalam nie raz jak zeraaguje jak ja w koncu zobacze...ale tego sie nie spodziewalam...drinki o malo z reki mi nie wypadly nogi jak z galarety w jednej sekundzie...i nie moglam opanowac trzesacych sie rak...
Chciala zebym ja obsluzyla...tyle mi sie zeczy cisnelo na jezyk..ale nic milego...nie moglam tlum ludzi...a ja mialam ochote wziac ja na bok i zapytac sie co sobie wyobraza tak sie pojawiajac...aaaaaaaaaaaaa
Jednym z jej zamowien byl....kiss...bitch...
Nie zgodzilam sie na postawienie mi drinka ...mialam ja tylko ochote udusic...
Za drugim razem podobnie....zdziwiona....powiedziala...oh I think Pat is not happy with me...no i wtedy to mnie szlag trafil...juz nie wiem czy jest tak zadufana w sobie czy nie myslac...nie wiem co sobie wyobrazala...ze bedzie jak kiedys ze zuce jej sie na szyje...ze bede szczesliwa i wdzieczna ze wogole sie pojawila...bez slowa przepraszam...przeciez to ona napisala zeby o niej zapomniec...bo ona to zrobi..bez zadnego powodu!
Niestety jak juz troche ochlonelam...ciagle zbyt duzo ludzi nie udalo mi sie z nia porozmawiac....
Wiec wystosunkowalam do niej maila...jak odpowie ok....jak nie dla takich ludzi nie ma u mnie miejsca....pozwolila sobie na zbyt duzo przegiela....Jesli ja bedzie stan na slowo przepraszam....to moge z nia porozmawiac...jak nie....pstryk...i obym jej wiecej wtedy nie spotkala...
Sunday, December 23, 2007
7 or 8..
Liczba zjedzonych przeciwbolowych dzis w pracy....
A tak pozatym nudy nad nudy...szkoda sie wogole rozwodzic nad tym tematem...
Za to bigos w rondelku kusi od dzis..i o dziwo...wyszedl jak w domu..pyyyyyszny!!!
tak za duzo to nie przygotowalalm....jutro...a wlasciwie dzis trzeba bedzie wiekszosc zeczy zrobic...
Najgorsze jest to ze jakos nie moge sobie odpuscic tego ze chcialabym miec wszystko pod kontrola...i zeby smakowalo tak jak w domu...wiec wsjo chce zrobic siama...
Zmeczona....
Obolala....
I znow jakas taka bez wyrazu....jak by mi sie zwoje wyplukaly w srodku do wywabiania..ale chyba mysli....
A tak pozatym nudy nad nudy...szkoda sie wogole rozwodzic nad tym tematem...
Za to bigos w rondelku kusi od dzis..i o dziwo...wyszedl jak w domu..pyyyyyszny!!!
tak za duzo to nie przygotowalalm....jutro...a wlasciwie dzis trzeba bedzie wiekszosc zeczy zrobic...
Najgorsze jest to ze jakos nie moge sobie odpuscic tego ze chcialabym miec wszystko pod kontrola...i zeby smakowalo tak jak w domu...wiec wsjo chce zrobic siama...
Zmeczona....
Obolala....
I znow jakas taka bez wyrazu....jak by mi sie zwoje wyplukaly w srodku do wywabiania..ale chyba mysli....
Saturday, December 22, 2007
Not enough time...
Shopping work...shopping work...aaaaaaa
from 2morrow cooking work...cooking work...and then 24 :) and I will have some rest..
Yes I've got a lot of to do...but the biggest problem ...I'm in so big pain that I cant stand this...its difficult to walk...to lay in bad...and work...nightmare...
Just don't know what to do about this.... :(
It doesn't matter ...day and night...
And 2night....at work...wasn't busy at all...but....ech...this blond girl...she was so beautiful...
Ehh I think I'm loosing my sarcastic way of writing in English...its shit don't u think so??
from 2morrow cooking work...cooking work...and then 24 :) and I will have some rest..
Yes I've got a lot of to do...but the biggest problem ...I'm in so big pain that I cant stand this...its difficult to walk...to lay in bad...and work...nightmare...
Just don't know what to do about this.... :(
It doesn't matter ...day and night...
And 2night....at work...wasn't busy at all...but....ech...this blond girl...she was so beautiful...
Ehh I think I'm loosing my sarcastic way of writing in English...its shit don't u think so??
Thursday, December 20, 2007
Tuesday, December 18, 2007
Bolalo...
Wczorajsza praca...pelen relax....potem male upiekszenia....i twarz jak buraczek....
Irek....moze wyskoczylibysmy na drineczka....hmmm dzien pt nie moglam sie skupic mysli bez najmniejszego pozadku wydostawaly sie z moich ust i tylko Jadzik nadazal...za tym poteokiem slow i mysli....
Zaproponowalam cos innego mile przytulne miejsce...no i spodobalo sie....winko mila atmosfera....ale to nie koniec...nozki zaprowadzily nas do mnie do pracy gdzie niestety poniedzialki sa baaaaardzo tanie...no zaczely sie slippery nipple...jeszcze winko...jeszcze drineczek...koniec koncow wyladowalismy i mojego znajomego Phila..
Jadzik sie zbuntowal...zawinal sie tylko po tym jak tam dotarlismy a ja sie doprawilam white Russian okrutnie...w drodze do "domu"...wyrazilam chec zjedzenia kebbaba...i nie bardzo dalo mi sie wytlumaczyc ze wszystko pozamykane wiec moj bunt wyrazil sie tazaniem po trawniku...czego skutki odkrylam z rana...czyli kolanow ziemi i trawie...kolacjo sniadanie...wyladowalo w misce na balkonie....a glowa nie chciala sie odkleic od poduszki taki okrotny bol...wlasciwie to dopiero teraz jestem w stanie jakkolwiek funkcjonowa...bo wczesniej ani jesc ani pic....dobrze ze sen pomogl...
A wczorajsze rozmowy....bozzzzzzzzzzzzzze biedny Irek...i jego siusiak!!!!
Irek....moze wyskoczylibysmy na drineczka....hmmm dzien pt nie moglam sie skupic mysli bez najmniejszego pozadku wydostawaly sie z moich ust i tylko Jadzik nadazal...za tym poteokiem slow i mysli....
Zaproponowalam cos innego mile przytulne miejsce...no i spodobalo sie....winko mila atmosfera....ale to nie koniec...nozki zaprowadzily nas do mnie do pracy gdzie niestety poniedzialki sa baaaaardzo tanie...no zaczely sie slippery nipple...jeszcze winko...jeszcze drineczek...koniec koncow wyladowalismy i mojego znajomego Phila..
Jadzik sie zbuntowal...zawinal sie tylko po tym jak tam dotarlismy a ja sie doprawilam white Russian okrutnie...w drodze do "domu"...wyrazilam chec zjedzenia kebbaba...i nie bardzo dalo mi sie wytlumaczyc ze wszystko pozamykane wiec moj bunt wyrazil sie tazaniem po trawniku...czego skutki odkrylam z rana...czyli kolanow ziemi i trawie...kolacjo sniadanie...wyladowalo w misce na balkonie....a glowa nie chciala sie odkleic od poduszki taki okrotny bol...wlasciwie to dopiero teraz jestem w stanie jakkolwiek funkcjonowa...bo wczesniej ani jesc ani pic....dobrze ze sen pomogl...
A wczorajsze rozmowy....bozzzzzzzzzzzzzze biedny Irek...i jego siusiak!!!!
Saturday, December 15, 2007
Przeczucia...
Nie lubie tego mowic ale.....a nie mowilam ze mam racje...!!!
I to wcale nie bylo fajne...ja nie lubie jak sie moje przeczucia sprawdzaja....bo zawsze to te zle sie spelniaja...i kurwa coraz czesciej...fuck fuck fuck...ale jestem wkurwiona.....
Ale mam ochote zeby ktos sie mocno poslizgnal....
Mam oczy szeroko otwarte...a jak pewne wydarzenia nabiora rozpedu..wtedy trza bedzie wsjo pierdolnac....bo co jak co ale na to ...to sobie nie pozwole!!!!
I to wcale nie bylo fajne...ja nie lubie jak sie moje przeczucia sprawdzaja....bo zawsze to te zle sie spelniaja...i kurwa coraz czesciej...fuck fuck fuck...ale jestem wkurwiona.....
Ale mam ochote zeby ktos sie mocno poslizgnal....
Mam oczy szeroko otwarte...a jak pewne wydarzenia nabiora rozpedu..wtedy trza bedzie wsjo pierdolnac....bo co jak co ale na to ...to sobie nie pozwole!!!!
Friday, December 14, 2007
Drinking...
A mam to gdzies...nie mam zamiaru nadwyrezac moich zwojow oraz szarych komorek mysleniem...i pisaniem po angielsku...wale to za przeproszeniem..
Pijemy...a co...rmf fm leci...i nie moge sie nacieszyc ta muzyka...inna niz wszystkie...
poprostu bajka...kawlkistare jak swiat i nie tylko...te zapomniane ale takie za ktorymi teskno jak przyjdzie co do czego...
Dzien...absolutnie fantastyczny...o dziwo w pracy..ale poprostu...Lee ...mam obciete wlosy nad jednym uchem..spiewalam koledy sypiac sztucznym sniegiem...przed pubem....do momentu az sie nie zakrztusilam...sztucznym sniegiem....
A teraz...pije...w domku..choc inane byly plany....
Tylko jedno zostalo niezmienne...pewna osoba...
i pewne potrzeby.........ojjojo
jedno niezmienne...
Pijemy...a co...rmf fm leci...i nie moge sie nacieszyc ta muzyka...inna niz wszystkie...
poprostu bajka...kawlkistare jak swiat i nie tylko...te zapomniane ale takie za ktorymi teskno jak przyjdzie co do czego...
Dzien...absolutnie fantastyczny...o dziwo w pracy..ale poprostu...Lee ...mam obciete wlosy nad jednym uchem..spiewalam koledy sypiac sztucznym sniegiem...przed pubem....do momentu az sie nie zakrztusilam...sztucznym sniegiem....
A teraz...pije...w domku..choc inane byly plany....
Tylko jedno zostalo niezmienne...pewna osoba...
i pewne potrzeby.........ojjojo
jedno niezmienne...
Wednesday, December 12, 2007
what a fuck...
Incredible I just don't know whats going on....
I start screaming at my friend today...with no reason really...then I just couldn't calm down...it was so weird...
we supposed to go somewhere for drink....yep earlier plans were of course different....camden...to re..tattoo...
but like always plans changed..cos...too late...internet...bulshit talking and staff like this...
Maybe I was a little bit disappointed...but anyway..my nerves....no...it shouldn't be like this and I know about this just couldn't stop...and I exactly knew..that there is something wrong with me...not really nice feeling believe me or not...
So..I decide to go somewhere later...but first shopping...this fucking black lady which cash me out....wrr..she was talking to her friend instead doing her fucking job...normally it will takes like 3 min and with her took me 10...ooooo...I almost blow...
Kebab men...lazy slowly whats wrong with this people today...
I went home eat...drink some wine...then Soho.....with Irek..
we met MAriusz...and went to Freedom...nothing special...
Kasia came over and Anna...so we changed for SOho Revue bar...drinking drinking...dancing...not drunk..:( but relax...and Ive got some fun..and this was the most important that night...long too talk..but still feel not too comfortable with English...and I'm tired as well...so maybe tomorrow...maybe in polish if i will be so lazy.....night everybody....
I start screaming at my friend today...with no reason really...then I just couldn't calm down...it was so weird...
we supposed to go somewhere for drink....yep earlier plans were of course different....camden...to re..tattoo...
but like always plans changed..cos...too late...internet...bulshit talking and staff like this...
Maybe I was a little bit disappointed...but anyway..my nerves....no...it shouldn't be like this and I know about this just couldn't stop...and I exactly knew..that there is something wrong with me...not really nice feeling believe me or not...
So..I decide to go somewhere later...but first shopping...this fucking black lady which cash me out....wrr..she was talking to her friend instead doing her fucking job...normally it will takes like 3 min and with her took me 10...ooooo...I almost blow...
Kebab men...lazy slowly whats wrong with this people today...
I went home eat...drink some wine...then Soho.....with Irek..
we met MAriusz...and went to Freedom...nothing special...
Kasia came over and Anna...so we changed for SOho Revue bar...drinking drinking...dancing...not drunk..:( but relax...and Ive got some fun..and this was the most important that night...long too talk..but still feel not too comfortable with English...and I'm tired as well...so maybe tomorrow...maybe in polish if i will be so lazy.....night everybody....
Monday, December 10, 2007
Say something...
Night day...night...night...whats going on?
I lost my track...my way...myself...
Hope...
Just this for a while...
This feeling...
Loneliness...
I feel so upset...
I lost my track...my way...myself...
Hope...
Just this for a while...
This feeling...
Loneliness...
I feel so upset...
Saturday, December 8, 2007
ech...
...yep...still ill but its getting better from yesterday...its not really nice when u feel like a shit since last week...but i see a light...funny me and light... smiling just to myself at the moment...
Why every single thing look or is so complicated...life should be more easy...and we should have more pleasure...i know that sometimes its just my thougt that there
is like this...but its difficult to help yourself...and some memories or just thougts disturbs me...And I really dont like it!!!
Why every single thing look or is so complicated...life should be more easy...and we should have more pleasure...i know that sometimes its just my thougt that there
is like this...but its difficult to help yourself...and some memories or just thougts disturbs me...And I really dont like it!!!
Thursday, December 6, 2007
OK...
Somebody told me that I should try...writing in english...wrrr...but who will be checking my mistakes?
Maybe in couple of years i will be able to do it on my own....who knows...dream...
I wish...this:
Love, can I be loved?
Love, could I ever really be loved?
Love, if you ever find me I wonder
Will you try me? I'm so different than before
Love, the kind that I've dreamed of
Well let's stop right here inside of me, love
Love, if you ever find me I wonder
Will you try me? I'm so different than before
Love, I am so different than before
Love, I am so different
Love, I am so different
Love, where are you waiting?
In dark and smoky rooms I hear you singing to me
Love, let my voice take you
And the songs we make would be so different than before
Ooh yes
My love, if you ever find me
Then I ask you try me, I am so different than before
Love, I am so different than before
The word is out, the time is gone
Begin again remember my love
Make it strong with arms so long
Stretching out to everyone
Nothing replays
This is what I want, this is what I make
Every little thing gonna be alright
One day or so you'll be my love
This time you won't mistake me
I'm ready, love, for you to take me with you
Love, if you ever find me I wonder
Will you try me? I'm so different than before
Ooh yes
My love, I know when you’ve found me you’ll wrap yourself all around me
Then I ask you try me I am so different than before
Ooh yes,
My love I know you will show me the words you never told me
I'm so different than before
I wish to belive in this....
Maybe in couple of years i will be able to do it on my own....who knows...dream...
I wish...this:
Love, can I be loved?
Love, could I ever really be loved?
Love, if you ever find me I wonder
Will you try me? I'm so different than before
Love, the kind that I've dreamed of
Well let's stop right here inside of me, love
Love, if you ever find me I wonder
Will you try me? I'm so different than before
Love, I am so different than before
Love, I am so different
Love, I am so different
Love, where are you waiting?
In dark and smoky rooms I hear you singing to me
Love, let my voice take you
And the songs we make would be so different than before
Ooh yes
My love, if you ever find me
Then I ask you try me, I am so different than before
Love, I am so different than before
The word is out, the time is gone
Begin again remember my love
Make it strong with arms so long
Stretching out to everyone
Nothing replays
This is what I want, this is what I make
Every little thing gonna be alright
One day or so you'll be my love
This time you won't mistake me
I'm ready, love, for you to take me with you
Love, if you ever find me I wonder
Will you try me? I'm so different than before
Ooh yes
My love, I know when you’ve found me you’ll wrap yourself all around me
Then I ask you try me I am so different than before
Ooh yes,
My love I know you will show me the words you never told me
I'm so different than before
I wish to belive in this....
Gratulacje!
Gratulacje dla Meza oczywiscie...za zdany egzaminek...Absolutnie Fantastycznie....Zona dumna i blada ze ma takiego zdolnego meza..teraz jak tylko Maz droga zakupu nabedzie auto bedzie rozbijal sie po 3miejskich chodnikach...ups znaczy sie ulicach.. :)
Kochanie obij samochod posuszkami...z zewnatrz oczywiscie...mysle ze cos w desen rozowego atlasu...?!
ps.Tesciu prosi o informacje na gg....jak bedziesz mial zamiar wsiasc za kierownice...hehe...no co po kims ta wredote musze miec...
Kochanie obij samochod posuszkami...z zewnatrz oczywiscie...mysle ze cos w desen rozowego atlasu...?!
ps.Tesciu prosi o informacje na gg....jak bedziesz mial zamiar wsiasc za kierownice...hehe...no co po kims ta wredote musze miec...
Tuesday, December 4, 2007
ile mozna...
coz...migdalki ciale chca sie poprzytulac...ale juz tak nie bola...tzn...moge przelknac bolu bez grymasu na twarzy...sily witalne prawie wrocily...ale o malo nie zanudzilam sie dzis na smierc...co nie zmienia faktu ze marnotrastwo czasu absolutne w dniu dziesiejszym...nawet nie wim gdzie mi dzien zniknal...jakos tak przelecial bezpowrotnie....no ale bilet do polski zakupiony wiec juz sie nie moge doczekac...Bedzie zimno i wogole....ale za to w domku....teknota jeszcze wieksza teraz jak juz wiem .....ze jade...jest termin....jest bilet....i usmiech na twarzy....mam nadzieje ze nie tylko na mojej...ze ktos jeszcze sie ucieszy....lalalala
Monday, December 3, 2007
Ill....
Ciezki weekend..ale teraz to juz chyba tak bedzie do swiat...piekne kobiety w piatek...ale to ze mnie taka dupa...a sobota...pobolewalo gardlo....koniec wieczoru nie moglam mowic...a wczoraj...objawy nie wiadomo czego skora miesnie stawy wszystko w takim bolu...szkoda wspominac...maloprzytomna spedzilam caly dzien w lozku...co za masakra..noc byla nie lepsza...dzis wiekszosc boli przeszla...tylko migdalki lgna do siebie...jak by sie za soba stesknily...wiec nastepny dzien w lozku..i znow nie pojde do pracy ale coz nawet nie dam rady...nie moge przlykac a co dopiero rozmawiac...najwyzej moge sobie popisac....bo wczoraj poduszka kolderka....nawet telefonow nie bylam w stanie odbierac....no to czas na drzemke chyba....siakas zmasakrowana lekko jestem...a do lustra to lepiej nie podchodzic oko lewe zapuchnieta...szyja spochnieta...twarz jak nie moja...poczekam ze dwa dni...w tedy bede sie znow ogladac....hehena na razie wole sie nie straszyc!
Friday, November 30, 2007
Head..
Bozeeeeee albo z moja glowa jest tak zle..ze mysli co jej sie zywnie podoba...albo ja jestem masochistka...pewnie moj maz usmiecha sie...ze zawsze znajde sobie niedostepny obiekt...no coz widocznie taki moj los...bo albo ktos zajety albo mna nie zainteresowany...albo spierdolil...i nie wychyla sie ....a ja dalej sobie tesknie marze...i czasem rozmyslam....czasem wpadnie sama z siebie...czasem ja zaprosze...zdaza sie ze bez pukania wtargnie ale coraz zadziej...
trzeba przyznac ze to pisanie w jakis sposob chyba trzyma mnie przy zdrowych zmyslach...coz za wspaniala terapia..szkoda tylko ze ktos by nie mogl mi za jej prowadzenie placic..to juz wogole cudnie by bylo...absolutnie....sweeti....kochanie....zwoje mi sie chyba przegrzamy a reszta szarych komorek szaleje na wolnej przestrzeni...po ex muzgu....
trzeba przyznac ze to pisanie w jakis sposob chyba trzyma mnie przy zdrowych zmyslach...coz za wspaniala terapia..szkoda tylko ze ktos by nie mogl mi za jej prowadzenie placic..to juz wogole cudnie by bylo...absolutnie....sweeti....kochanie....zwoje mi sie chyba przegrzamy a reszta szarych komorek szaleje na wolnej przestrzeni...po ex muzgu....
Thursday, November 29, 2007
Mmiiiiss
Nie przespana noc....zapuchniete oczy...brak energi...zero wlasciwie...
Jeszcze nowy pluszowy piesek...taki z domkiem i z certyfikatem urodzenia trafil wczoraj do mnie...slodko...to taki na pocieszenie...otarcie lez....bedzie mial bojowe zadanie...pewno nie jedno...:)
Jeszcze nowy pluszowy piesek...taki z domkiem i z certyfikatem urodzenia trafil wczoraj do mnie...slodko...to taki na pocieszenie...otarcie lez....bedzie mial bojowe zadanie...pewno nie jedno...:)
Tuesday, November 27, 2007
serducho peka...
dzwonilam do taty...czemu nie moge im bardziej pomuc...jest chyba baaardzo zle....siedze...i nie moge przestac plakac...bezsilnosc...
poslizg...
Niedziela...generalnie to bylam zjebana jak kon po westernie...ale dziewczyny wyciagnely mnie na zakupy...a potem praca i znow zapierdol z 2 nowymi barmanami...poprostu cud malina...no i nastal Poniedzialek...coz...nie dalam rady wysiedziec na zajeciach glowa mi opadala ze zmeczenia...urwalam sie po 2 godzinach bo nie dawalam rady...:( domek drzemka..i na urodziny do stuarta...15 facetow i ja..hmmmtroszke nudnawo...
Ale nasza ukochana rozrywkowa czarna owieczka wyciagala mnie do Heaven..no i udalo mu sie...przy okazji kes niezdrowego zarcia...drink w GAY ktorego nie znosze i poczatek migreny...no wiec na ten alkochol...ktorego i tak nie czulam zapodalam sobie tableteczke...o nazwie tramal..swietnie...tylko ze pomogla na zaledwie 2 godziny....w miedzyczasie jakas przemila murzynka zaczepila mnie i zapytala czy moze mi w czyms pomoc...ojjojo....w drodze zakupu nabylismy smieszne piguleczki....i nic...a Irek owszem....hehe....na haslo fajna Dj-ka...2 min pozniej juz tam byl ....a nastepne 2 min pozniej ciagnal mnie zeby mnie przedstawic...aaaaaaaaaaaa.....jak ja tak nie lubie...za ktoryms razem w koncu poszlam ze zwieszona glowa...bo ja strasznie wstydliwy Pecik jestem i bojacy...cos tam pomruczalam pod nosem...ze strachu nie wiedziec czemu jezyk zaczal sie platac...no i szybko ucieklam....ale trzeba przyznac ze przemila babka....a Irek oczywiscie nie skonczyl na swych wyczynach...i przylecial z jej adresem na myspace....lobuz zniego....
A ja w bolu okrotnym odsiedzialam swoje na kanapie...potem mdlosci mnie dopadly...i za drugim razem stwierdzilam ze nie ma sie co wietrzyc co 5 min tylko czas do domu....bo ledwo stalam na nogach z bolu ktory stawal sie nie do zniesienia...auotbus.....przymusowa wysiadka przystanek wczesnie....zgadu zgadula dla czego???
A rano powtorka z rozrywki.....jeki itp....glowa obudzila w bardzo nie mily sposob...nie pamietym kiedy mialam taki atak...ale...juz po...teraz czeka mnie mam nadzieje spokojny dzionek...filmowo....praniowo....odpoczynkowy ze szcypta nauki....no przeciez zajecia jutro znowu....
Ale nasza ukochana rozrywkowa czarna owieczka wyciagala mnie do Heaven..no i udalo mu sie...przy okazji kes niezdrowego zarcia...drink w GAY ktorego nie znosze i poczatek migreny...no wiec na ten alkochol...ktorego i tak nie czulam zapodalam sobie tableteczke...o nazwie tramal..swietnie...tylko ze pomogla na zaledwie 2 godziny....w miedzyczasie jakas przemila murzynka zaczepila mnie i zapytala czy moze mi w czyms pomoc...ojjojo....w drodze zakupu nabylismy smieszne piguleczki....i nic...a Irek owszem....hehe....na haslo fajna Dj-ka...2 min pozniej juz tam byl ....a nastepne 2 min pozniej ciagnal mnie zeby mnie przedstawic...aaaaaaaaaaaa.....jak ja tak nie lubie...za ktoryms razem w koncu poszlam ze zwieszona glowa...bo ja strasznie wstydliwy Pecik jestem i bojacy...cos tam pomruczalam pod nosem...ze strachu nie wiedziec czemu jezyk zaczal sie platac...no i szybko ucieklam....ale trzeba przyznac ze przemila babka....a Irek oczywiscie nie skonczyl na swych wyczynach...i przylecial z jej adresem na myspace....lobuz zniego....
A ja w bolu okrotnym odsiedzialam swoje na kanapie...potem mdlosci mnie dopadly...i za drugim razem stwierdzilam ze nie ma sie co wietrzyc co 5 min tylko czas do domu....bo ledwo stalam na nogach z bolu ktory stawal sie nie do zniesienia...auotbus.....przymusowa wysiadka przystanek wczesnie....zgadu zgadula dla czego???
A rano powtorka z rozrywki.....jeki itp....glowa obudzila w bardzo nie mily sposob...nie pamietym kiedy mialam taki atak...ale...juz po...teraz czeka mnie mam nadzieje spokojny dzionek...filmowo....praniowo....odpoczynkowy ze szcypta nauki....no przeciez zajecia jutro znowu....
Saturday, November 24, 2007
Extremely tired...
...wczorajsz praca to maly koszmar...tzn nie bylo tak zle podczas wieczoru..ale na koniec ktos nie zadbal zeby zostala odpowiednia ilosc osob i zostalismy w 3 ze sprzataniem...
w zwiazku z powyzszym...brak snu bo zmeczenie nie dalo spac...jakies 3 godzinki...potem sniadanko...pogawedka z rodzicami...i w tulona w poduszke w koncu zasnelam poznym popoludniem...a teraz przygotowanie do pracy czyli:wodeczka z redbullem...coby sie orzezwic i usmiechu na twarzy dostac....wiec dzis bedzie tak:
]:-P bp wczoraj nie wypalilo...Czarownico...
bo pelnia.....lallalala.....dzis sie spelnia....
w zwiazku z powyzszym...brak snu bo zmeczenie nie dalo spac...jakies 3 godzinki...potem sniadanko...pogawedka z rodzicami...i w tulona w poduszke w koncu zasnelam poznym popoludniem...a teraz przygotowanie do pracy czyli:wodeczka z redbullem...coby sie orzezwic i usmiechu na twarzy dostac....wiec dzis bedzie tak:
]:-P bp wczoraj nie wypalilo...Czarownico...
bo pelnia.....lallalala.....dzis sie spelnia....
Friday, November 23, 2007
Dzien spadajacej skarpety...
....szpital....pooperacyjne sprawdzenie czy wszystko w pozadku...
potem moj ulubiony Borough Market...jezuuuu ale zimno....po jakims czasie juz mi aparat z rak lecial bo palece zesztywniale i bezwladne....brrrr.....potem erbatka lepiej...i znow to zimko....jak to mozliwe zeby tutaj bylo tak straaaaasznie zimno...ale za to kilka fajnych zdjatek sie znajdzie po tej eskapadzie...niestety zachcialo mi sie zajsc do sklepu...sliczzne zeczy ale nie na mnie niestyty...niezbyt dopasowane rozmiarem a moze moim cielskiem...?
A na dodatek tego wszystkiego nie wiem jakim cudem...spadajaca skarpeta...tak jest zawsze!
Wialo po nozkach bo krotkie i skarpety i byty....po lapkach bo zostaly wystawione na zimno w zwiazku z trzymaniem w owych raczkach aparatu...po glowce bo bez czapeczki...zeby wloski sie nie zepsuly..no i gowno z tego wyszlo bo tak wialo ze i tak sie zepsuly bo niezabezpieczone lakierem przed wyjsciem z domu....bo takie ladne sloneczko bylo ze kto by sie spodziewal okrutnie zimnych wiaterkow...
A teraz czuje jak wszystko powoli odmarza...a lapki czerwone i spuchniete :(...byle tylko jakiegos chorubska nie zalapac bo dopiero co sie z jednego otrzasnelam i nie mam zamiaru na nastepna porcje...ho
Ide poodmarzac do lozeczka i pomazyc troszeczke..bo wieczorkiem do pracy....
potem moj ulubiony Borough Market...jezuuuu ale zimno....po jakims czasie juz mi aparat z rak lecial bo palece zesztywniale i bezwladne....brrrr.....potem erbatka lepiej...i znow to zimko....jak to mozliwe zeby tutaj bylo tak straaaaasznie zimno...ale za to kilka fajnych zdjatek sie znajdzie po tej eskapadzie...niestety zachcialo mi sie zajsc do sklepu...sliczzne zeczy ale nie na mnie niestyty...niezbyt dopasowane rozmiarem a moze moim cielskiem...?
A na dodatek tego wszystkiego nie wiem jakim cudem...spadajaca skarpeta...tak jest zawsze!
Wialo po nozkach bo krotkie i skarpety i byty....po lapkach bo zostaly wystawione na zimno w zwiazku z trzymaniem w owych raczkach aparatu...po glowce bo bez czapeczki...zeby wloski sie nie zepsuly..no i gowno z tego wyszlo bo tak wialo ze i tak sie zepsuly bo niezabezpieczone lakierem przed wyjsciem z domu....bo takie ladne sloneczko bylo ze kto by sie spodziewal okrutnie zimnych wiaterkow...
A teraz czuje jak wszystko powoli odmarza...a lapki czerwone i spuchniete :(...byle tylko jakiegos chorubska nie zalapac bo dopiero co sie z jednego otrzasnelam i nie mam zamiaru na nastepna porcje...ho
Ide poodmarzac do lozeczka i pomazyc troszeczke..bo wieczorkiem do pracy....
Thursday, November 22, 2007
Kofanie...
http://absolutnie-fantastyczne.blog.pl/archiwum/?rok=2003&miesiac=1 Kochanie to byl cios po nizej pasa...poplakalam sie ze smiechu...szkoda ze to minelo...i teraz tak daleko od siebie jestesmy...a wcale nam to na zdrowie nie wychodzi nie uwazasz?
a owa kurtke ...co to skradl ktos kaptur z niej...jeszcze posiadam..i powiem ci ze teraz tym bardziej przy tej Londynskiej pogodzie by sie przydal...no ale coz...
wczoraj z tej rzewnosci i tesknoty po telefonie do Ciebie...kilka drineczkow w samotnosci poszlo w ruch..i niestety juz cie nie bylo jak usiadlam przed kompem ...ale mam nadzieje ze to nic straconego i duzo wieczorow choc przed monitorami przed nami...Tylko Heveliusza nie bedzie...ani kanapy w paski z IKEA....tesciowej za drzwiami...i 'Domow z betonu'...no i pijackich tancow przytulancow...ale mam dziwne wrazenie ze jeszcze wroci to do normy...nie wiem kiedy....a jak nie to choc na chwile wpadne...choc te chwile zawsze niedosyt zostawiaja to i tak warte sa kazdej minuty...tak jak nasze ostatnie spotkanie...co zakonczylam tancem na stole z nieznana mi blondynka spiewajaca do mnie 'I'm horny...horny...'i omalo z tego stolu nie spadlam z wrazenia...ech...to byl bal :)
a owa kurtke ...co to skradl ktos kaptur z niej...jeszcze posiadam..i powiem ci ze teraz tym bardziej przy tej Londynskiej pogodzie by sie przydal...no ale coz...
wczoraj z tej rzewnosci i tesknoty po telefonie do Ciebie...kilka drineczkow w samotnosci poszlo w ruch..i niestety juz cie nie bylo jak usiadlam przed kompem ...ale mam nadzieje ze to nic straconego i duzo wieczorow choc przed monitorami przed nami...Tylko Heveliusza nie bedzie...ani kanapy w paski z IKEA....tesciowej za drzwiami...i 'Domow z betonu'...no i pijackich tancow przytulancow...ale mam dziwne wrazenie ze jeszcze wroci to do normy...nie wiem kiedy....a jak nie to choc na chwile wpadne...choc te chwile zawsze niedosyt zostawiaja to i tak warte sa kazdej minuty...tak jak nasze ostatnie spotkanie...co zakonczylam tancem na stole z nieznana mi blondynka spiewajaca do mnie 'I'm horny...horny...'i omalo z tego stolu nie spadlam z wrazenia...ech...to byl bal :)
Wednesday, November 21, 2007
Baby come back...lalala
Jakas sennosc mnie dzis ogarnela...powieki sie zamykaly juz o 18...teraz lekkie przebudzenie...mam ochote na chwileczke zapomnienia...juz sie na chwile nawet zapomnialam z malym Tobleronem ktory ze smakiem wciagnelam..jakies slodyczowe dni mam...SZzzzznormalnie nie wiem co sie dzieje...normalnie to nie podobne do mnie..no ale coz gusta sie zmieniaja...aczkolwiek slyszalam ze co 7 lat czyli zostaly mi jeszcze jakies 3 lata..no chyba ze to zmienia sie w ciagu 7 lat powoli az do jakiegos stanu...Chwilowy stan...to samotny bardzo...z drugiej strone coraz bardziej skupiona jestem na sobie..w bardziej pozytywnym znaczeniu...no a z reszta czas pokaze!
Tuesday, November 20, 2007
Nuda...
Pierdole to....pisalam pisalam ale nic sie nie kleilo..a nie mozna nic na sile...Konkluzja:choc nie zawsze sobie czlowiek z tego zdaje sprawe...tym razom sobie zdaje wiec zegna czule i moze do jutra!
I'm late...
Niech to jasny gwint....bedac w pracy odkrylam ze wlasnie "dzis" czyli wczoraj byla moja rocznica...czyli moje nedzne 3 lata spedzona poza granicami naszgo homofobicznego panstawa ale kochanego Sopotu..i zrobilo mi sie smutno.....jak to mozliwe ze ja juz 3 lata siedze tutaj...wydawalo mi sie ze dojde do czgos....zarobie pieniadze..a tu nic...No moze nie do konca jest tak bo to co mam...nie byloby mnie pewnie..a wlasciwie na pewno stac na cos takiego w polsce przy takiej pracy..mowie o legalnej i uczciwej oczywiscie....
bo sa tacy co to po kilku miesiacach...lepiej maja niz ja po tych 3 latach....ale nie jestem pewna czy bym sie chciala z nimi zamienic...wole byc soba....
alkochol uderza do glowy a spac trzeba...aby rano miec sily zmierzyc sie z moim pojebanym menagerem ktory mimo zwolnienia napewno nie odpusci sobie wizytacji.....dobranoc wszystkim czytajacym..o ile ktokolwiek sioe znajdzie....takowy...
bo sa tacy co to po kilku miesiacach...lepiej maja niz ja po tych 3 latach....ale nie jestem pewna czy bym sie chciala z nimi zamienic...wole byc soba....
alkochol uderza do glowy a spac trzeba...aby rano miec sily zmierzyc sie z moim pojebanym menagerem ktory mimo zwolnienia napewno nie odpusci sobie wizytacji.....dobranoc wszystkim czytajacym..o ile ktokolwiek sioe znajdzie....takowy...
Monday, November 19, 2007
Nightmares...!!!
Snilo mi sie: za moim oknem w sopocie...wisza szczury na bluszczu...chcialam je przestraszyc i zapukac w okno w nadziei ze spadna...ale jak tylko dotknelam szyby poczulam ich futerko strasznie dziwne uczucie a jednak cos nas dzielilo...ale nie byla to szyba..cofnelam reke...i tu sie urywa...nastepny obraz to moja tesciowa lezaca na lozku szpitalnym z rurkami z tlenem w nosie i kotem na piersi...co to ma wszystko znaczyc...?
Nie mozna na pewno zaliczyc tej nocy do przespanych...i sen nie dal ulgi...
Zmeczenie na zajeciach dalo siweznaki...w postaci pokladania sie na szkolnej lawce...i niechecia do i tak juz nudnych zajec z ktorych w moim przypadku za duzo nie mozna wyniesc...
Teraz w domu...ale za oknem zimno i mokro...i zblizaja sie swieta..przynajmniej aj to tak czuje...czyli jeden z najgorszych okresow...z dala od rodzicow...z dala od domu...z dala od prawie wszystkiego za czym tesknie i co KOcham...
Nie mozna na pewno zaliczyc tej nocy do przespanych...i sen nie dal ulgi...
Zmeczenie na zajeciach dalo siweznaki...w postaci pokladania sie na szkolnej lawce...i niechecia do i tak juz nudnych zajec z ktorych w moim przypadku za duzo nie mozna wyniesc...
Teraz w domu...ale za oknem zimno i mokro...i zblizaja sie swieta..przynajmniej aj to tak czuje...czyli jeden z najgorszych okresow...z dala od rodzicow...z dala od domu...z dala od prawie wszystkiego za czym tesknie i co KOcham...
Sunday, November 18, 2007
Hangover?
10.15 o my God...praca...dla czego?po co?za jakie grzechy???
wczoraj..urodziny Karoliny..szybko w sumie sie z nich zmylam ale nie znaczy to ze szybko do domy wrocilam o nie...
Irek...mial byc grzeszny...a moze grzeczny..:) ale napisal ze do soho rawenue zawedrowal...chwila bicia sie z myslami...i siedzialam w autobusie na vouxhall..a potem to alkochol zmulil...juz checi stracilam...wiec stwierdzilam ze tam gdzie przyjedzie najpierw autobus czyli clapham lub trafalgar...tam tez pojade...no i pech chcial padlo na clapham..no i znow 2 brewers...bleh...to juz wygodnictwo...
Ale z malym co nieco w kieszeni 50ml....ruszylam po zapitke...a potem to juz sie jakos potoczylo..jakis maly portugalczyk co to chcial mi pomoc w znalezieniu milosci...i wyciagajacy mnie na parkiet...Kerry....no coz i tu sie zdziwilam bo nie widzialm kilka miesiecy ani kontaktu nie mialam...dopoila mnie winem...no i Big Brother sie pojawil..na pytanie o sister..She's fine thank you...ciekawe czy zostal przestrzezony...czy tez nie ma z nia kontaktu..ale chyba to to malo prawdopodobne...no to dalej nic nie wiem....
kebab..zamrocznie lekkie ...Irek w kocu dotarl zKatarzyna i Aneta...i na tym sie nagle urwalo...kazdy w swoja strone powedrowal....jakies zmeczenie mnie dopada cyz cus bo jakos tak slabo mi sie pisze i zlekka chaotycznie...Caly dzin minal na bezsensownym przewalaniu sie po barze...krojeniu lemonek...i podawaniu obrzydliwego pubowego jedzenia...dobrze ze choc za to placa..niewiele..ale zawsze...
ok czas sie zajac czym pozytecznym...cwiczenia...i relax...jak sie da...bo glowa dalej fiksuje...
wczoraj..urodziny Karoliny..szybko w sumie sie z nich zmylam ale nie znaczy to ze szybko do domy wrocilam o nie...
Irek...mial byc grzeszny...a moze grzeczny..:) ale napisal ze do soho rawenue zawedrowal...chwila bicia sie z myslami...i siedzialam w autobusie na vouxhall..a potem to alkochol zmulil...juz checi stracilam...wiec stwierdzilam ze tam gdzie przyjedzie najpierw autobus czyli clapham lub trafalgar...tam tez pojade...no i pech chcial padlo na clapham..no i znow 2 brewers...bleh...to juz wygodnictwo...
Ale z malym co nieco w kieszeni 50ml....ruszylam po zapitke...a potem to juz sie jakos potoczylo..jakis maly portugalczyk co to chcial mi pomoc w znalezieniu milosci...i wyciagajacy mnie na parkiet...Kerry....no coz i tu sie zdziwilam bo nie widzialm kilka miesiecy ani kontaktu nie mialam...dopoila mnie winem...no i Big Brother sie pojawil..na pytanie o sister..She's fine thank you...ciekawe czy zostal przestrzezony...czy tez nie ma z nia kontaktu..ale chyba to to malo prawdopodobne...no to dalej nic nie wiem....
kebab..zamrocznie lekkie ...Irek w kocu dotarl zKatarzyna i Aneta...i na tym sie nagle urwalo...kazdy w swoja strone powedrowal....jakies zmeczenie mnie dopada cyz cus bo jakos tak slabo mi sie pisze i zlekka chaotycznie...Caly dzin minal na bezsensownym przewalaniu sie po barze...krojeniu lemonek...i podawaniu obrzydliwego pubowego jedzenia...dobrze ze choc za to placa..niewiele..ale zawsze...
ok czas sie zajac czym pozytecznym...cwiczenia...i relax...jak sie da...bo glowa dalej fiksuje...
Saturday, November 17, 2007
Na ostrzu noza...
...kolejny dzien...z saczaca sie zloscia... tesknota...nienawiscia i wszystkimi tymi malo pozytywnymi emocjami....przetrwalam dzien w pracy.. napiecie troche zniknelo ale nie dokonca....jest jeszcze cos...brak ach sama nie wiem czego i jak to nazwac...ale trzeba bedzie znow POROZMAWIAC...bo bez sensu sie denerwuje...a mi chodzi tylko o jedno!
Ale niewazne...jak na razie...
wczorajszy dzien to kompletny chaos w glowie...policzki zalane lzami i to okropne uczucie kompletnej bezradnosciz ktora trzeba sie pogodzic...ale na to jeszcze nie wynalazlam lekarstwa...znajac mnie bedzie sie jeszcze dlugo saczyc...'I can't take my mind off you 'Til I find somebody new..'dobre co?
Ale ja naprawde nie wiem czy to dobry pomysl...jakos zazwyczaj dostaje po dupie...ale jak tu wylaczyc emocje nie angazowac sie nie myslec i z usmiechem na twarzy przelykac 'gorzkie zale'...
O maly wlos a moja glowa rozpadlaby sie na miliony kawaleczkow ale jakims cudem ocala...oczywiscie nie calosc ale przynajmniej jakas czesc..reszte jak zwykle trzeba bedzie pozbierac z podlogi i poukladac jak puzzla...takiego wiecie.. gory oddbijajace sie w lustrze wody...hehe czyli praktycznie dwa identyczne obrazki...
taaaakkkk...pewnie jeszcze nie raz mi sie tak rozpadnie...byle nie zaczesto bo kiedys zgubie jakis kawalek albo poprostu umknie mej uwadze i bede miec...pozamiatane....
to chyba bedzie na tyle...czas na prysznic wbic sie w jakas koszulke i pedzic na urodziny...z szampanem w reku...a jutro...kolejny dzien w pracy..od rana...
Ale niewazne...jak na razie...
wczorajszy dzien to kompletny chaos w glowie...policzki zalane lzami i to okropne uczucie kompletnej bezradnosciz ktora trzeba sie pogodzic...ale na to jeszcze nie wynalazlam lekarstwa...znajac mnie bedzie sie jeszcze dlugo saczyc...'I can't take my mind off you 'Til I find somebody new..'dobre co?
Ale ja naprawde nie wiem czy to dobry pomysl...jakos zazwyczaj dostaje po dupie...ale jak tu wylaczyc emocje nie angazowac sie nie myslec i z usmiechem na twarzy przelykac 'gorzkie zale'...
O maly wlos a moja glowa rozpadlaby sie na miliony kawaleczkow ale jakims cudem ocala...oczywiscie nie calosc ale przynajmniej jakas czesc..reszte jak zwykle trzeba bedzie pozbierac z podlogi i poukladac jak puzzla...takiego wiecie.. gory oddbijajace sie w lustrze wody...hehe czyli praktycznie dwa identyczne obrazki...
taaaakkkk...pewnie jeszcze nie raz mi sie tak rozpadnie...byle nie zaczesto bo kiedys zgubie jakis kawalek albo poprostu umknie mej uwadze i bede miec...pozamiatane....
to chyba bedzie na tyle...czas na prysznic wbic sie w jakas koszulke i pedzic na urodziny...z szampanem w reku...a jutro...kolejny dzien w pracy..od rana...
Friday, November 16, 2007
...smutno...
...tak mi smutno i nieprzytulnie...i znow marnuje dzien...i znow nie moge wyrzucic kogos zglowy..po jaka cholere tak sie zapierac rekami i nogami...ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!!!!!!!!!!!!!!
Just strange day...
Dzien zapowiadal sie pieknie...och jak to slodko brzmi...ale przynajmniej ja odnioslam takie wrazenie wychylajac glowe zza zaslony kiedy swiatlo dzienne lekko mnie porazilo...I juz zaczelam snuc plany o ruszeniu swoich parszywych czterech liter poza tzw flat...jakis zdjeciach spacerku itp...niestety natym to sie skonczylo....Dupa okazala sie poprostu za ciezka a slonce szybko zmienilo zdanie i tez odeszlo gdzies w cien.
A wiec przy sniadanku z herbata w reku dorwalam sie do Laptopa...niejakiej Jadwigi...z tegoz miejsca pozdrawiam serdecznie...i zalaczylam kolejne odcinki L worda...no i to by bylo na tyle z mojego dnia..bo nastepne ockniecie bylo niecala godzine przed praca....prysznic...zupka co to mi w gardle stanela nie wiedziec czemu i juz bylam w 2 brewers zwarta aczkolwiek nie gotowa...no bo przeciez to praca...to jak tu byc gotowym do tego....W miedzyczasie zupki a dotarciem do pracy czyli 10 min moj zoladek skrecil sie doszczetnie glowa zaczela fiksowac i znow pokazywac na co ja stac z roznymi skutkami i wariacjami ale generalnie niepokojem i panika ze depresja chce nawrotu...niezbyt to byly mile chwile mysle ze to tez przyczyna niejakiego Lworda ktory do najweselszych nie nalezal i czlowiek zaczal sie zastanawiac nad kruchoscia dnia dziesiejszego..wiem brzmi to absurdalnie...ale nawet serial moze wzbudzic leki!
Potem juz polecialo z gorki...masa nawalonych klientow....nic nowego....usmiechcnieta wypirsingowana twarz Declana...ktory wycalowal...i stres niebawe minal....a teraz...troche zmarznieta...az -1...chyba lekko zmeczona i z tym niedosytem o niewiadomym podlozu...siedze w ciepleku naszej mini kuchni 'na krzeseleczku'-(ten watek to dla merza ona zrozumie)....znow zalujac ze nie ma mnie gdzie indziej...
np:W duzym lozku z puchowa kolderka...trzesaca sie podloga gdy przejezdza skmka...i co i rusz lekkim drapnieciem w drzwi ledwo co slyszanym...od mojej Szmatki ze jest za drzwiami i pilnuje...
Jednego jestem pewna...mozna sie przyzwyczaic do nowego miejsca...nawet byc czasem szczesliwym..miec 'nowych' przyjaciol..ale sa miejsca...osoby...sytuacje..ktorych sie nigdy nie zapomni i bedzie sie zawsze tesknic..a jak sie wroci na chwilke...to takie milusie uczucie ze jest sie 'na miejscu'....ach blogie uczucie..
Ale wiecie co...za kazdym razem powrot do Londynu strasznie boli...moze dlatego ja sie tez boje wracac...troche to pogmatwalam....Jak to moj Tata mowi: tak zle i tak nie dobrze.....no lae coz zrobic..
A wiec przy sniadanku z herbata w reku dorwalam sie do Laptopa...niejakiej Jadwigi...z tegoz miejsca pozdrawiam serdecznie...i zalaczylam kolejne odcinki L worda...no i to by bylo na tyle z mojego dnia..bo nastepne ockniecie bylo niecala godzine przed praca....prysznic...zupka co to mi w gardle stanela nie wiedziec czemu i juz bylam w 2 brewers zwarta aczkolwiek nie gotowa...no bo przeciez to praca...to jak tu byc gotowym do tego....W miedzyczasie zupki a dotarciem do pracy czyli 10 min moj zoladek skrecil sie doszczetnie glowa zaczela fiksowac i znow pokazywac na co ja stac z roznymi skutkami i wariacjami ale generalnie niepokojem i panika ze depresja chce nawrotu...niezbyt to byly mile chwile mysle ze to tez przyczyna niejakiego Lworda ktory do najweselszych nie nalezal i czlowiek zaczal sie zastanawiac nad kruchoscia dnia dziesiejszego..wiem brzmi to absurdalnie...ale nawet serial moze wzbudzic leki!
Potem juz polecialo z gorki...masa nawalonych klientow....nic nowego....usmiechcnieta wypirsingowana twarz Declana...ktory wycalowal...i stres niebawe minal....a teraz...troche zmarznieta...az -1...chyba lekko zmeczona i z tym niedosytem o niewiadomym podlozu...siedze w ciepleku naszej mini kuchni 'na krzeseleczku'-(ten watek to dla merza ona zrozumie)....znow zalujac ze nie ma mnie gdzie indziej...
np:W duzym lozku z puchowa kolderka...trzesaca sie podloga gdy przejezdza skmka...i co i rusz lekkim drapnieciem w drzwi ledwo co slyszanym...od mojej Szmatki ze jest za drzwiami i pilnuje...
Jednego jestem pewna...mozna sie przyzwyczaic do nowego miejsca...nawet byc czasem szczesliwym..miec 'nowych' przyjaciol..ale sa miejsca...osoby...sytuacje..ktorych sie nigdy nie zapomni i bedzie sie zawsze tesknic..a jak sie wroci na chwilke...to takie milusie uczucie ze jest sie 'na miejscu'....ach blogie uczucie..
Ale wiecie co...za kazdym razem powrot do Londynu strasznie boli...moze dlatego ja sie tez boje wracac...troche to pogmatwalam....Jak to moj Tata mowi: tak zle i tak nie dobrze.....no lae coz zrobic..
Thursday, November 15, 2007
Next day...
Wszystko wyglada na to ze rozstac sie nie moge...z blogiem ma sie rozumiec....trzeba zaznaczyc ze cierpie na cos co mozna nazwac bezsennoscia...albo jak pan doktor zasugerowal na niejaka 'fibromolagie'...hmmm a to dla Adasia:
'Fatigue and sleep disturbances. People with fibromyalgia often wake up tired and unrefreshed even though they seem to get plenty of sleep. Some studies suggest that this sleep problem is the result of a sleep disorder called alpha wave interrupted sleep pattern, a condition in which deep sleep is frequently interrupted by bursts of brain activity similar to wakefulness. So people with fibromyalgia miss the deep restorative stage of sleep. Nighttime muscle spasms in your legs and restless legs syndrome also may be associated with fibromyalgia.'
moze tez sie na to zalapiesz...ja sie poczulam zaszczycona ze mam chorobe o ktorej wlasciwie nikt nic nie wie i sam pan doktor mocno spekulowal...aczkolwiek z niechcecia przyznaje ze wiekszosc objawow sie zgadza...tudziez zgadzala...
ADASIU nie mow do mnie Lalu bo jak cie dorwe...i pewnie pan A rozbawil sie do lez!!!
Dzis piekny sms od husbanda: 'Darling! Ja dzis lekko zmasakrowany wpadlem do Papryki, muza super!Czekam na ciebie!Buzka kiedy sie z zona napije???:-)'
No coz Kochanie dostales juz odpowiedz na tego smsa...ale przez moment zastanawialam sie czy aby napewno jestem w Londynie czy moze juz mi sie cos za przeproszeniem pochrzanilo...i wystarczy zaledwie 10 minut aby zejsc monciakiem w dol i spotkac sie z moim Kochaniem...niestety ocknelam sie w pore przed ubraniem butow...a moze tak by sie teleportowac..hmm??..nie to tez nie ta bajka...ech ta rzeczywistosc...No coz noc zapadla wszyscy spia...przynajmnie mi sie tak wydaje!
Jutro nowy 'piekny' dzien...ciekawe co przyniesie.....moze mniej zapuchniete oczy niz dzis...mniejszy katar...ooo i radosc z wykonywanej pracy hahaha coz za sarkazm....powinnam to miec rowniez w wersji angielskiej i wyslac to mojemu menagerowi ktorego ....pip... z calego serca...to pip to tak na wszelki wypadek...no wiecie karma koma i te sprawy..pozytywne myslenie...lepiej zeby to do mnie nie wrocilo...bo normalnie zgnije w odmecie hehe...
Ciekawe tylko kto oprocz mnie bedzie to czytal...i jak dlugo?MA ktos ochote na zaklady???
'Fatigue and sleep disturbances. People with fibromyalgia often wake up tired and unrefreshed even though they seem to get plenty of sleep. Some studies suggest that this sleep problem is the result of a sleep disorder called alpha wave interrupted sleep pattern, a condition in which deep sleep is frequently interrupted by bursts of brain activity similar to wakefulness. So people with fibromyalgia miss the deep restorative stage of sleep. Nighttime muscle spasms in your legs and restless legs syndrome also may be associated with fibromyalgia.'
moze tez sie na to zalapiesz...ja sie poczulam zaszczycona ze mam chorobe o ktorej wlasciwie nikt nic nie wie i sam pan doktor mocno spekulowal...aczkolwiek z niechcecia przyznaje ze wiekszosc objawow sie zgadza...tudziez zgadzala...
ADASIU nie mow do mnie Lalu bo jak cie dorwe...i pewnie pan A rozbawil sie do lez!!!
Dzis piekny sms od husbanda: 'Darling! Ja dzis lekko zmasakrowany wpadlem do Papryki, muza super!Czekam na ciebie!Buzka kiedy sie z zona napije???:-)'
No coz Kochanie dostales juz odpowiedz na tego smsa...ale przez moment zastanawialam sie czy aby napewno jestem w Londynie czy moze juz mi sie cos za przeproszeniem pochrzanilo...i wystarczy zaledwie 10 minut aby zejsc monciakiem w dol i spotkac sie z moim Kochaniem...niestety ocknelam sie w pore przed ubraniem butow...a moze tak by sie teleportowac..hmm??..nie to tez nie ta bajka...ech ta rzeczywistosc...No coz noc zapadla wszyscy spia...przynajmnie mi sie tak wydaje!
Jutro nowy 'piekny' dzien...ciekawe co przyniesie.....moze mniej zapuchniete oczy niz dzis...mniejszy katar...ooo i radosc z wykonywanej pracy hahaha coz za sarkazm....powinnam to miec rowniez w wersji angielskiej i wyslac to mojemu menagerowi ktorego ....pip... z calego serca...to pip to tak na wszelki wypadek...no wiecie karma koma i te sprawy..pozytywne myslenie...lepiej zeby to do mnie nie wrocilo...bo normalnie zgnije w odmecie hehe...
Ciekawe tylko kto oprocz mnie bedzie to czytal...i jak dlugo?MA ktos ochote na zaklady???
Wednesday, November 14, 2007
Again and again...
Wrrr...tak pieknie...juz tyle bylo napisane..a tu sie zagadalam pstryk palec nacisnal nie ten klawisz co trzeba i czar literek prysnal...zostala biala strona...czy jak to tam nazwac...
No i jak to bylo...
Wlanie dobre pytanie....bardzo sie staralam ale za zadne skarby nie moge sobie przypomniec jak to szlo...moze tak mialo byc...niestety stety zaginelo w akcji...
A z glowy trzeba wyzucic albo tez przelac na ta strone troche mysli bo jest ich stanowczo za duzo..ciagle sie placza po zwojach jak czterolatek miedzy nogami ...ej nie mialam nic zlego na mysli!!!
Wiec na pierwszy zut oka wygla to tak....
Londyn od prawie trzech lat...wow Londyn co nie ktorzy pewnie pomysla...no coz miasto jak miasto moze brudniejsze niz niektore a napewno bardziej niebezpieczne...przynajmniej niz moj kochany SOpot!
A tak wogole to bez zadnych znaczacych zmian...no moze to nie do konca tak...bo wiele sie nauczylam chcac nie chcac...ale wyszlo mi to na dobre tego jestem pewna.
JAk by na to nie patrzec z perspektywy czasu duzo zeczy wyszlo mi na dobre mimo mojego pesymizmu..hehe to jest dobre co?!
Ale...a moze tym razem sobie to odpuszcze zostawie na pozniej...bo tego napewno bedzie mnostwo...tego jednego moge byc pewna...
Wiec o czym to ja pisalam aaa Londyn...jeszcze tu jestem...powiedzmy ze przyzwyczailam sie do tego miasta ale nie polubilam...to napewno nie...z reszta taka egzystencja na jak sobie pozwalam w chwili obecnej a wlasciwie od prawie trzech lat nie jest zbytnio rozwijajaca i jak na razie do niczego nie prowadzi...ale mam nadzieje cos z tym zrobic!
No do tego wszystkiego brakuje tej jednej jedynej osoby....ktora notabene pojawila sie na chwilke...ale zniknela na wlasne zyczenie...a ja szukac jej nie bede...choc bardzo bym chciala...chcialam i chce...bo nawet po tych kilku miesiacach...jeszcze wije sobie gniazdo w glowie i zapomniec o sobie nie daje...ale to jedna z tych mysli o ktorej nie nalezy pisac bo tylko rozrasta sie coraz bardziej...jak ten ktorego imienia nie wolno wypowiadac z Harrego Pottera tak dokladnie TAK.
Wiec moze przejdzmy do innego watka ktory napewno jest gdzies obok...a moze nalezy skonczyc na dzien dziesiejszy zeby sie nie przejadlo...zeby sie zasoby nie wyczerpaly a moze zeby Dziecko sie zbyt szybko nie znudzilo... :)
No i jak to bylo...
Wlanie dobre pytanie....bardzo sie staralam ale za zadne skarby nie moge sobie przypomniec jak to szlo...moze tak mialo byc...niestety stety zaginelo w akcji...
A z glowy trzeba wyzucic albo tez przelac na ta strone troche mysli bo jest ich stanowczo za duzo..ciagle sie placza po zwojach jak czterolatek miedzy nogami ...ej nie mialam nic zlego na mysli!!!
Wiec na pierwszy zut oka wygla to tak....
Londyn od prawie trzech lat...wow Londyn co nie ktorzy pewnie pomysla...no coz miasto jak miasto moze brudniejsze niz niektore a napewno bardziej niebezpieczne...przynajmniej niz moj kochany SOpot!
A tak wogole to bez zadnych znaczacych zmian...no moze to nie do konca tak...bo wiele sie nauczylam chcac nie chcac...ale wyszlo mi to na dobre tego jestem pewna.
JAk by na to nie patrzec z perspektywy czasu duzo zeczy wyszlo mi na dobre mimo mojego pesymizmu..hehe to jest dobre co?!
Ale...a moze tym razem sobie to odpuszcze zostawie na pozniej...bo tego napewno bedzie mnostwo...tego jednego moge byc pewna...
Wiec o czym to ja pisalam aaa Londyn...jeszcze tu jestem...powiedzmy ze przyzwyczailam sie do tego miasta ale nie polubilam...to napewno nie...z reszta taka egzystencja na jak sobie pozwalam w chwili obecnej a wlasciwie od prawie trzech lat nie jest zbytnio rozwijajaca i jak na razie do niczego nie prowadzi...ale mam nadzieje cos z tym zrobic!
No do tego wszystkiego brakuje tej jednej jedynej osoby....ktora notabene pojawila sie na chwilke...ale zniknela na wlasne zyczenie...a ja szukac jej nie bede...choc bardzo bym chciala...chcialam i chce...bo nawet po tych kilku miesiacach...jeszcze wije sobie gniazdo w glowie i zapomniec o sobie nie daje...ale to jedna z tych mysli o ktorej nie nalezy pisac bo tylko rozrasta sie coraz bardziej...jak ten ktorego imienia nie wolno wypowiadac z Harrego Pottera tak dokladnie TAK.
Wiec moze przejdzmy do innego watka ktory napewno jest gdzies obok...a moze nalezy skonczyc na dzien dziesiejszy zeby sie nie przejadlo...zeby sie zasoby nie wyczerpaly a moze zeby Dziecko sie zbyt szybko nie znudzilo... :)
My first...
Niezdecydowanie....angielski czy polski...amoze obie wersje...w sumie to nie ma na to zbytnio czasu...czas goni...szybko szybko za pol godziny trzeba sie zbierac do collegu a tu wlasnie udalo sie zalozyc bloga...so...trzeba to zostawic na pozniej i wtedy sie nacieszyc...i wszystko ladnie poukladac i pododawac i upozadkowac...
Subscribe to:
Posts (Atom)