Zaczal sie od tego ze dobudzic sie nie moglam...po zmianie lozka zapdlam w gleboki senek...i znow sie nie chcialo wstawc...tak blogo...na szczescie jedyne co mi chodzilo po glowie to Pecia rusz dupe!
Udalo sie...silownia czy basen...i znow opadly rece bo zapalu zabraklo w dniu dziesiejszym....to co chwilka przed kompem...a jakze to zawsze swietnie mi wychodzi....i tu niepokojacy post na blogu Czarownicy postawil mnie na bacznosc....po romowie okazalo sie ze jest cala i zdrowa...i jak powiedziala sama moc ma ogromna...wiec wierze ze wszystko jej sie ulozy...bo tak ma byc i juz....z tego tez miejsca przesylam jeszcze raz tuli tuli...Pecio pamieta...i mysli...z reszta o tym pewnie nawet pisac nie musze "bo wiesz"!
Dalszy ciag dnia....basen...szybki raczej...banda maluchow nie dawala poplywac....szybko do domu i do callegu..ojjojo jak by to Czesio powiedzial...test na level 1 ok nawet luzik...ale artykul z guardiana...ol maj gosz....Glowa nie chciala pracowac...tekst trudny...i wspaniale mysli w glowie...nie dam rady...tym razem poprostu nie dalam...moze nie tak na 100 %...ale nie byla to bulka z maslem...a ja mam slaba odpornosc w szczegolnosci jak ja sama siebie krytykuje...bo nie wiedziec czemu mam wysokie wymagania co do siebie...ech..
Na szczescie w pracy odstresowalam sie przy lektorze Sharon Ozzborn...a teraz..no coz niec nowego...sppac nie moge...ot moj szary dzien...jutro rownie szarawy....oby tylko cieplejszy!
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment