Pewien sms dal mi duuuuuzo do myslenia...zaczynal sie slodko slowami:pierdolisz jak potluczona...malo kto moze tak do mnie mowic..a w tym wypadku zawsze przyjmuje...przemysle...i po rozpatrzeniu za i przeciw zmieniam zdanie lub nie...ale zawsze daje mi do myslenia...tak to jest z Czarownicami....
A wiec myslalam kombinowalam..ale ten upor w srodku nie dawal mi dzialac i sie przelamac...az do wczoraj...dwa uparte rogacze zaczely glosno dyskutowac coby samym sobie dac szanse...temat podobny rozchodzil o kogos juz bliskiego u drugiego Kozla...ktory bal sie powiedziec jak bardzo mu zalezy...z reszta druga strona nie ulatwiala ani ciut ciut...wraca do New Yorku..tam inne zycie nie ma czasu na emocje praca obowiazki srututu...dluga rozmowa z druga strona..i moje mediacje odniosly obustronny sukces..szczeze jestem dumna ze udalo mi sie a byl to naprawde trudny orzech do zgryzienia...Najmilszy byl koniec wieczoru...kiedy to oboje wzieli mnie na strone powiedziec mi ze beda w kontakcie i sprubuja...wow i oboje mnie wycalowali i usciskali...
A jesli chodzi o mnie..no coz pod wplywem owego New Jorczyka...niejakiego Ethana...napisalam smsa...a co przeciez mnie nie ugryzie...choc strach jak zwykle wielki...a tu co...ze moze wpadnie i milo by bylo sie zobaczyc...niestety sie nie pojawila...za to dzis sms...Mam nadzieje ze uda nam sie spotkac przed moim wyjazdem...
Natomiast jesli chodzi o Inwazje...
stal sobie pomidor na tarasie...po czym zostal przeniesiony do domu...wraz znim wprowadzily sie mrowki..poczatkowo myslalysmy ze uczepily sie pomidora...ale dzis odkrylysmy tajemne przejscie Jadwiga wziela sie do akcji pt sprzatniecie mrowek...slabo poszlo...chyba lubia dezodorant...byly z lekka zakrecone lozlalzly sie we wszystkie kierunki...wiec czekamy na ciag dalszy...tylko z tego wszystkiego...wszystko mnie swedzi na sama mysl o nich..brr
Ciekawe ile jeszcze uciekinierow zlezie sie ...w ta deszczowa pogode...