Friday, August 1, 2008

Brighton...

Brighton
Wtorkowym poznym popoludniem w koncu udalo sie nam wyruszyc...
po dluzszym lazeniu udalo sie nam znalezc calkiem tani pokoik ..a pani tak nas polubila ze dala nam lozko z baldachimem...bosko..granatowe tapety...biala toaletka z lustrami...hehehe
Mialysmy ubaw po pachy...po rozgoszczeniu sie udalysmy sie z Jadzikiem na spacerek plaza do centrum....po woli zalapywalam glupawe...w koncu jakas knajpka...poznalysmy nowe kolezanki i znimi udalysmy sie na dalsze balety...koniec koncow po marnym wieczorze z karaoke...wyladowalysmy kazda w innym miejscu..
Rano biegiem do naszego lokum ..prysznic i na plaze...Mala tez przyszla...i byl to boski dzien laby i relaxu..taki jakiego mi tu strasznie brakuje...nawet gdy mam 2 dni wolnego...jakis stresol siedzi mi na karku...a tam sloneczko...i jakos tak wszystko odpuscilo...mmmm bosko...
Obiadek rybkowy...ktory notabene troszke mi zaszkodzil...ale luz dalam rade...spacer....zwiedzanie uliczek...i te male knajpki...mmm no i zakup pieknego nowego zegarka...milosci od pierwszego wrazenia...strasznie mi tam bylo dobze...teraz wiem jak bardzo potrzebuje wakacji z prawdziwego zdazenia....zeby glowa wrocila do stanu uzywalnosci i stresol se poszedl w sinadal...
Coz trzeba teraz na Sardynie uderzyc...jak sie tylko da?!

No comments: