Nie moge nadazyc...nawet nie wiem czy za soba czy moze za zyciem....
Najpierw usmiech z twarzy nie schodzil przez dobrych kilka dni..tak o niz tad ni zowad...jakies takie szczescie tak w srodku sobie zagoscilo...no ale szarosc wrocila...niestety...
Byla takze wspaniala impreza....lesbian party....ale Pecik przecalowal sie z mezczyzna...dziki Mariuszku...super sie calujesz....slabo pamietamy powrot do domu tak bylo niezle..
No a jakis czas temu Dee znow pojawila sie na horyzoncie....telefony smsy...spedzilam z nia calkiem mily dzin...relax...zielen...mmm
Smsy nabraly podtekstow...nastepna wizyta i "I kissed a girl..." chemia...ojjojo...
i nastepny weekend....oby lzejszy niz ostatnio...bo przemeczenie daje siwe znaki...do tego nie oszczedzam sie z silownia...wiec czasem poprostu padam na pysk...albo ze zmeczenia glowa leci...jak tym co to zmeczeni po pracy wracaja metrem...ktore kolysze kolysze i glowki opadaja....
No comments:
Post a Comment