Tuesday, January 29, 2008

Polska...cz1

Polska...Wczoraj wrocilam a czuje sie....jakby mnie tam nie bylo...takie nierealne...a jednak...
Wszysstko zlewa sie wlasciwie w jedna calosc...ale jak zawsze jest kilka wyjatkow...
Kilka osob dalo ciala...zmeczenia ziewania....echh...spotkanie z 5...no i znow zabawa do rana...shot...drinka...rozmowa...ech...super to sie nie zmienia....
Potem imreza w Sfinksie...wczesniej spotkanie z Czarna...bardzo dziwnie sie czulam...strasznie mnie irytowala..nie moglam sobie poradzic z tym uczuciem..
Do tego po trzech dniach...obserwowania ludzi..patrzenia na dzieci...moich rodzicow...zalamalam sie...co bedzie jak mi sie nie powiedzie...jak bede miec takie marne pieniadze jak moj tata...kto sie wtedy mna zajmie?
Dzieci...tego to juz wogole lepiej nie rozdrapywac....
I z taka glowa pelna mysli przemyslen...dolem...smutkiem..poszlam do Zaby na impreze....szkoda...szybko ucieklam..nie dawalam sobie rady z tym wszystkim co mam w glowie...i czulam sie tam poprostu zle...nawet towarzystwo Sweet Mamy...Dosi i Maja mi nie pomagalo...ucieklam pobyc sama....zawinelam sie szczelnie w moja kolderke...i zasnelam...
Wiekszosc casu spedzalam w domu...cieszac sie z przestrzeni...i obecnosci rodzicow...
W koncu nadjechal moj maz...cala szczesliwa pobieglam mu na spotkanie...a wieczorkiem umowilismy sie u nich na male co nieco...i tu nalezaloby opisac wspanaily wieczor..niestety moj Maz barmanem by nie mogl byc...bo spil mnie okrotnie i tyle OOO...aczkolwiek bawilismy sie przednie jak zwykle....nie liczac wrednej kici ktora to niby tak strachliwa i plochliwa przed obcymi...tym swoim cholernym 7mym kocim zmyslem poczula ze mam alergie..wiec zasiadla na kanapie tuz za moimi plecami...ech....no a pozna noca taksowka...a potem jak w Harry Poterze bylam juz na lozku...ciekawe kto placil...bo ja nic nie pamietam....
I telefon kolo 3 nad ranem od 5...moze bys jednak wpadla do Entera...no i na szczescie czerwone swiatelko zadzialalo...pstryk rano...

No comments: