Nie wiem czy lepeiej zapomniec to ile pamietam z urodzin....
Zaczelo sie niewinna kolacja z Irkiem.....no to co po drineczku?
Oczywiscie jedzonko tajskie popite buteleczka winka....
No to co Kazbar....Wpadl Maciek....Jadzik w koncu...tez dal rade...to co po shotciku?
No i tak sobie powolutku plynelismy w strone Two Brewers...no bo gdziezby indziej...tam Mareczek z nagrzna Justynka...co to lizala mnie po szyi...no i zaczelo sie drineczek...kreska...shot...no to shot z Lee...no to wodeczka z redbullem...i tu czarna dziura...nie mam zielonego pojecie kiedy co i jak...znaczy sie kiedy zostalismy tylko z Irkiem...droga do Mosquito...tam jakies przeswity...19 lat...calowanie sie i znow nic...
Rano ciezkie chwile...5 ciagle pijana probowalam rozmawiac z Mackiem....no i w koncu praca...ojjojo....zero jedzenia....ciagle pijana...trzymaja sie baru....zeby nie zemdlec...i nic z picia w pracy...udalo mi sie dozyc...do konca...nie pozygac sie za przeproszeniem...ani nie stracic przytomnosci..wow...ale nikomu nie zycze pracy w takim stanie....przy tej illosci wlanej i wciagnietej...no i rano prezent w kieszeni nastepny woreczek...tego tez juz nie pamietam...
Z tego wzgledu nie jestem pewna czy zaliczyc te urodziny do udanych czy tez nie...w szczegolnosci...ze nie wiele pamietam...z najciekawszej wydawaloby sie czesci wieczoru...no coz zostawmy to do nastepnego spotkania z Irkiem....moze dowiem sie czegos wiecej...o ile on cos pamieta...
i tak minal nowy rok...czyli utrzymywanie sie w pionie...byle do konca....dalam rade..trzezwa jak przyslowiowa swinia...wczoraj spokojny dzionek....kolacyjka...we wloskiej....i domek....zmeczenie dopadlo...
Dzis dla odmiany chorubsko obudzilo...oskrzelka zaatakowalo...wiec do lekarza..i se antybiot zarzeram...co by wydobrzec do niedzieli...i spedzic jak njalepiej sie tylko da moj urodzinowy prezent....
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment