Prezent....jednodniowa wycieczka do Rzymu...zadecydowal Lee...w zwizku z tym ze chcialam uciec przed swoimi urodzinami..no coz to mi sie nie udalo...natomiast prezent wysmienity..
coprawda weekend w pracy...jakos senek nie nadchodzil....wiec po jakiejs 1.5 godzinnej drzemce o godz 3 nad ranem Lee odebraol mnie z pod domu....6 samolot..wiec mala drzemka..dziwni ludzie troche problemow na lotnisku...10 osob na krzyz ale za to czekalismy jakies 4o min...juz nasz szlag trafial...jedna pani do odprawy...ludzie z nadbagazem i takie tam...ROme...o fuck...pada...dojerzdrzamy do centrum...zaczynma lac jak tylko wysiadamy pod coloseum..pierwszy zakup.umbrela ella ella...drugi...to samo tyle ze wieksza...milo byc w towarzystwie Lee...choc chyba oboje bylismy zmeczeni i myslami gdzies indziej...Lunch przy fontannie Traviati...czy jak to sie to tam pisze....i najsmaczniejsza pizza jaka jadla...poprostu palce lizac...nie da sie opisac...4 sery..niby nic takiego a rozplywala sie w ustach....czas na spacer...nie bylo tak jak obiecywal..nie bralismy taxuwek...poprostu spacerowalismy...ludzie...klepy...panie z tapetami na twarzach...sklepy.... i jakos tak nadzwyczaj spokojnie jak na nas....jakas knajpka..ciastko...drink...znow jakis kosciol...ruiny....lody przy podswietlonej fontannie...i kurewski bol w biodrze...ale zapas tabletek...do tego espresso..i jakos poszlo...szkoda ze tak pozno o tym pomyslalam
i dzien sie chylil ku koncowi...znaczy sie bylo kolo 5...a mu samolot o 10...dzien przelecial przez palce...ale zostaly nie zapomniane widoki zapach...klimat...to wszystko czego mi brakowalo...nawet trudno powiedziec ze niedosyt...bo czlowiek nie zaczal sie nawet przyzwyczjac...a juz lotnisko...samolot..i w drodze do domu...mimo wszystko jedna z tych niezapomnianych przygod...ktorych mam nadzieje nigdy nie zapomniec....a teraz....
no coz szaraz zeczywistosc..Londyn praca....collage...kuwa nic sie tam nie ucze..chyba go oleje..znow jestem w nastroju zeby sie poddac...wiem ze to zle i potem moge zalowac wiec mam wielka nadzieje ze szybko mi przejdzie ...jak nie jestem zgubiona....
CIagla walka ze soba to jest najgorsze...syzyfowe prace....nic tylko sobie odstrzelic ten glupi leb!
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment