10.15 o my God...praca...dla czego?po co?za jakie grzechy???
wczoraj..urodziny Karoliny..szybko w sumie sie z nich zmylam ale nie znaczy to ze szybko do domy wrocilam o nie...
Irek...mial byc grzeszny...a moze grzeczny..:) ale napisal ze do soho rawenue zawedrowal...chwila bicia sie z myslami...i siedzialam w autobusie na vouxhall..a potem to alkochol zmulil...juz checi stracilam...wiec stwierdzilam ze tam gdzie przyjedzie najpierw autobus czyli clapham lub trafalgar...tam tez pojade...no i pech chcial padlo na clapham..no i znow 2 brewers...bleh...to juz wygodnictwo...
Ale z malym co nieco w kieszeni 50ml....ruszylam po zapitke...a potem to juz sie jakos potoczylo..jakis maly portugalczyk co to chcial mi pomoc w znalezieniu milosci...i wyciagajacy mnie na parkiet...Kerry....no coz i tu sie zdziwilam bo nie widzialm kilka miesiecy ani kontaktu nie mialam...dopoila mnie winem...no i Big Brother sie pojawil..na pytanie o sister..She's fine thank you...ciekawe czy zostal przestrzezony...czy tez nie ma z nia kontaktu..ale chyba to to malo prawdopodobne...no to dalej nic nie wiem....
kebab..zamrocznie lekkie ...Irek w kocu dotarl zKatarzyna i Aneta...i na tym sie nagle urwalo...kazdy w swoja strone powedrowal....jakies zmeczenie mnie dopada cyz cus bo jakos tak slabo mi sie pisze i zlekka chaotycznie...Caly dzin minal na bezsensownym przewalaniu sie po barze...krojeniu lemonek...i podawaniu obrzydliwego pubowego jedzenia...dobrze ze choc za to placa..niewiele..ale zawsze...
ok czas sie zajac czym pozytecznym...cwiczenia...i relax...jak sie da...bo glowa dalej fiksuje...
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment